„Prawda jest taka, że każda osoba Cię skrzywdzi, dlatego musisz znaleźć taką która jest warta cierpienia.” B.M

Ile razy słyszałaś „Nie, on nie jest tego wart, przecież zranił Cię już tyle razy”? Ile razy usłyszałaś ” On nie jest dla Ciebie”, „Z nim Ci nie będzie dobrze” itp. ? Wiadomo z życia codziennego, że „inni” wiedzą lepiej od Nas samych. Z łatwością przychodzi nam doradzać innym, naszym bliskim. Z kolei kiedy my, sami, stajemy w obliczu problemu, w którym to tak łatwo doradzaliśmy koleżance, sami nie wiemy co robić.

Znam wiele takich przykładów, z własnego i nie tylko, doświadczenia. Walczyć o ludzi, którzy Ciebie już dawno pozostawili w „koszu na śmieci”? Myślę, że każdemu z nas, przydarzyła się taka historia. Jednak niekiedy warto walczyć, bo przecież nigdy nie wiadomo gdzie nas ta walka doprowadzi.

Oczywiście, żeby było jasne, ja mówię o walce z głową. Co to oznacza? Otóż, kiedy jesteś np. dajmy na to zakochana. Zazwyczaj postradałaś zmysły i nie wiesz czy robisz dobrze czy źle, bo kierujesz się jednym celem „chce z nim być”. Tylko to nie zawsze jest dla Ciebie samej dobre. Możesz walczyć, a nawet powinnaś walczyć o człowieka, o którego warto walczyć. Nawet jeżeli zranił Cię wiele razy słowem, czynem, który da się wybaczyć to dlaczego miałabyś słuchać innych, którzy mówią,  ”nie warto?”.

W swoim bardzo krótkim życiu, widziałam już wiele rozstań bliskich mi osób, i wiele też powrotów do siebie tych samych ludzi. Jedni wyznają zasadę „nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki”, a drudzy wiedzą, że wejście do niej drugi raz, zweryfikuje czy są dla siebie odpowiedni. Nikt przecież nie powiedział, że za pierwszym razem, powinno zawsze wyjść.

Tak jak powiedział sam Bob Marley, musisz znaleźć osobę, która i tak będzie Cię krzywdziła, bo nie ma takich co tego nie robią, ale taką, która tego krzywdzenia będzie warta. Przecież Ty sam nie jesteś święty, sam pewnie niejednokrotnie kogoś umyślnie bądź nieumyślnie skrzywdziłeś, albo jeszcze skrzywdzisz.

Obecny facet mojej przyjaciółki, narobił jej w życiu wiele bagna, smrodu i brudu, ale ona odkąd go poznała, wiedziała, że chce z nim być. Przepłakała niejedną noc przez niego, ale wiecie co? Udało się. Oczywiście nie każę Wam cierpieć tak długo jak ona, ale tu chce pokazać, że ona wiedziała, że to cierpienie ma sens, że nic nie ma za darmo, że niebo nie zawsze jest niebieskie,  a słońce nie zawsze świeci, bo często zakrywają go, wielkie jak skurwesyn chmury deszczu. Ona wiedziała, że on jest wart tego cierpienia, jakie jej wyrządza. Dziś wie, że to miało sens. Są szczęśliwi, niech tak pozostanie.

W tym wszystkim oczywiście, trzeba znać umiar dawania komuś szans. Nie można być masochistą (no, chyba że lubisz). Czasami odejście, odcięcie się od takiej osoby to wzięcie głębokiego oddechu, wypełnionego świeżym powietrzem. Ja wiem, że dziś łatwo z kogoś zrezygnować, bo na świecie czai się wiele innych osób, potencjalnie lepszych i fajniejszych od tych, których zostawiamy. Czy to prawda? Nie sądzę. Ujmując sprawę jaśniej, jeżeli chcesz się zabawić, znajdziesz taką osobę bez większego problemu, jedna randka i do domu. Jeżeli szukasz poważnej relacji, z tym jest zawsze ciężej. Nie wszyscy potrafią się otworzyć na człowieka, rozedrzeć wnętrzności i ukazać mu swoje „ja”. Wtedy zawsze mam w głowie, wypowiedź Roberta Więckiewicza, którą już pędzę i cytuję :

„To bez sensu, bo każdy następny związek jest taki sam. Po co przechodzić przez to samo jeszcze raz? Znowu te tańce godowe. A później znów kryzys, masakra. Nie wierzę w związki, w których zawsze jest idealnie. Skoro my sami nie wiemy o sobie wszystkiego, to jak możemy mieć wiedzę o drugiej osobie? Ja bym chciał poznać kobietę, z którą jestem, a to nie jest proces obliczony na pięć, dziesięć czy piętnaście lat. A skoro odbijam się w niej jak w lustrze, to poznając ją, poznaję siebie. Chciałbym uczynić relację z nią możliwie najbardziej pełną, czerpać z niej maksymalnie dużo wiedzy o sobie. Gdybym zmieniał partnerki, nigdy bym tego nie osiągnął, bo przerabiałbym tę samą lekcję i dochodził do tego samego punktu. Mam poczucie, że im głębiej wchodzimy w kogoś, tym głębiej wchodzimy w siebie, więc to interesujące, że ta konfrontacja działa pozytywnie na jedną i na drugą stronę.”

Taka prawda, jak masz kogoś takie obok, w kim odbijasz się jak w lustrze, mimo, że czasami Cię rani, to nie rezygnuj, walcz, bo takiej osoby, możesz już nie poznać. Żyj racjonalnie, ale daj się czasami ponieść. Kiedy trzeba słuchaj bliskich, oni nie chcą dla Ciebie źle, a kiedy nie trzeba rób swoje. Pytanie, kiedy trzeba,a kiedy nie? Sam zdecyduj :)

 

<3

Bez tytułu

Ponoć nie musisz niczego rozumieć, coś się dzieje, i albo to zaakceptujesz, albo nie. Życia nie przewidzisz, ale na pewno jest wiele czynników, za które jesteś odpowiedzialna. – Tak jej zawsze mówię. Oczywiście ona mi wtedy nie wierzy, bo jest zaślepiona, ale nie miłością, tylko łzami, które lecą jej po policzkach i zalewają oczy. W sumie miłością też. Nie znamy się długo i nie nazwę jej przyjaciółką, chociaż ona mnie może i by nią nazwała. Poznałyśmy się dosłownie wpadając na siebie, obie oddajemy krew co 3 miesiące, więc niekiedy przyszło nam razem wykonywać to piękne dobro.

Nie będę opowiadała o jej urodzie, bo nie to się liczy. Gdyby to czytała, byłaby na mnie zła za to co za chwilę napiszę. A no, napiszę, że jest głupia! Tak. Moja dobra kumpela, której pomocy nie odmówię, jest głupasem. Hmmm pewnie zapytacie dlaczego? Nie bójcie się, ma mózg i nawet całkiem nieźle nim zarządza. Tylko jej serce jest głupie. No bo ile razy można popełniać ten sam błąd? Ile razy można dawać z siebie wszystko, nie otrzymując w zasadzie nic w zamian? Może nie do końca, może trochę przesadzam, ale krew mnie zalewa. Nie jestem na nią zła, przecież ona nie robi tą głupotą nikomu krzywdy. Sama też, przez jakiś czas jest szczęśliwa, ale potem to kończy się tak samo jak poprzednim razem. Mówię jej, daj sobie spokój, w życiu nie musisz wszystkiego analizować, w życiu nie musisz dostać zawsze, na każde pytanie odpowiedzi, w życiu jeszcze niejednokrotnie spotkasz ból, cierpienie, ale i szczęście. Wiecie co jej jeszcze mówię? Mówię jej, że każdy ból mija, prędzej czy później. Na samym początku ciężko jest przejść do porządku dziennego, ale miesiąc po miesiącu będzie lepiej. Należy skupiać się na sobie, a dobro dawać tym, którzy na to zasługują. Sam Anthony Hopkins mówi ” Kiedyś traktowałem ludzi dobrze. Dziś z wzajemnością”. Mówię jej też, jedną bardzo ważną rzecz, nie jestem na tyle mądra żeby sama to wymyślać, ale kiedy widzę coś wartego uwagi, coś co warto puszczać dalej w świat, to , to robię :

 

Nieważne jak będziesz się starała być „doskonała”, dla niewłaściwych osób, zawsze będziesz „niewystarczająca”. Nieważne jak bardzo będziesz „niedoskonała”, dla właściwych osób, będziesz po prostu idealna”

Nie goń, nie biegnij za kimś kto ucieka przed Tobą jeszcze szybciej. Nie obwiniaj też takiej osoby, za to, że podjęła taką decyzję. To te osoby są odpowiedzialne za to co robią i jak robią, nie Ty. Może czasami zawinisz, a może czasami nic nie zrobisz, a życie potoczy się nie po Twojej myśli. Eh ciągle jej tak mówię.

Mówię jej też, żeby płakała, bo to pomaga. To nie wstyd, a nawet okazanie człowieczeństwa, emocji, uczuć jakie w nas siedzą.

Wiecie, najgorsze jest to, że ona jest bardzo zamknięta w sobie. Sama nie wiem, dlaczego zostałam tą osobą, która to wszystko wie. Może powinnam zostać psychologiem? :)

Nie żeby  mi to przeszkadzało, ale zastanawiam się nad tym, od samego początku. Może trafiła kosa na kamień :)

Ona sobie na pewno poradzi, już niejednokrotnie to udowadniała, a tym razem wierze w nią jeszcze bardziej niż wcześniej. Dlaczego? Bo widzę, że jest silna. Zawsze była, odkąd dane mi było ją poznać. Jednak tym razem jest inaczej, widzę to.

Jutro ma przyjść do mnie, na pogaduchy. Uwielbia kawę.

 

:)

Dostałam.

Tak długo zastanawiałam się, czy warto Ci cokolwiek odpisać, bo z jednej strony po co budzić uczucia, których nie chce budzić? Z drugiej strony może dzięki temu poczuje się wolna, poczuje się tak jakbym chciała się poczuć, a od kilku tygodni, miesięcy (sama nie wiem ile minęło) nie mogę uwolnić się od wielu rzeczy, a już na pewno od myślenia o Tobie.

Nie wiem w jaki sposób do mnie dotarłeś, w jaki sposób dostarczyłeś mi list, nie wiem do dziś dnia jak to się stało, że kiedy wychodziłam do pracy znalazłam coś pod drzwiami. To był właśnie ten list. Nie wiem też dlaczego od razu kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że to nic dobrego. Wiedziałam, że nie powinnam tego czytać, a już na pewno nie o godzinie 7:05, kiedy to spieszę się do pracy, bo jak zwykle włączyłam 6 drzemek, zamiast wstać od razu kiedy dzwoni budzik. Wróciłam się, usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać.

Byłabym kłamczuchą gdybym powiedziała, że nie płakałam. Znasz mnie, wiesz, że potrafię rozpłakać się na filmie, to jak mogłam nie płakać czytając to co zawarłeś w tym liście?

Dużo emocji wzbudziła we mnie treść tego co przelałeś na papier. Tak, to prawda, Mogę zgodzić się praktycznie z każdym Twoim słowem. Dziś jednak wiem o wiele więcej niż wtedy, wiem jedno: Ty mnie nie chciałeś. Byłam dla Ciebie kimś ważnym to pewne, ale czy kimś z kim chciałbyś spędzić część życia? Takiego życia, gdzie czuł byś się dumny z bycia facetem takiej kobiety jaką od zawsze byłam dla Ciebie? Jak widać nie. Dziś może żałujesz, bo napisałeś wiele pięknych słów, pamiętasz wiele wspólnych chwil itp., ale dziś już jest za późno.

Pamiętam, że po kilku miesiącach naszej znajomości, kiedy siedziałeś obok mnie, natknęłam się na pewien tekst, cytuje :

„Czasami mężczyzna chciałby Kobietę zabrać na księżyc, chciałby zrobić dla niej wszystko, a tak naprawdę do pełni szczęścia, wystarczy aby stanął z nią mocno na ziemi.”

Właśnie. Dobrze wiesz, że robiliśmy wiele rzeczy, jeździliśmy wspólnie do wielu miejsc, przeżywaliśmy wiele wspólnych, szczęśliwych chwil, ale nigdy nie mogłam oczekiwać od Ciebie tego, że staniesz za mną mocno na ziemi i będziesz, tak po prostu, jak mój facet dla mnie. Zawsze powtarzałeś, że nie możesz mi dać tego, czego od Ciebie oczekuje, zawsze powtarzałeś, że nie możesz być moim facetem, mimo, że bardzo byś chciał.

To odejście, zamknięcie za sobą drzwi i nigdy już przez nich niewejście, było dla mnie bardzo ciężką decyzją. Do dziś zadaje sobie pytanie, czy dobrze zrobiłam. Nawet dziś, kiedy wiem, że tęsknisz, że mnie kochasz, mam do Ciebie żal. Dziś kiedy poukładałam sobie wiele rzeczy, Ty masz czelność pisać do mnie list, który może uczynić jedynie kolejny bałagan w mojej głowie. I w sumie właśnie to robi.

Byłam zabawką, tak to sobie tłumaczę. Wszystko fajnie, ale za zamkniętymi drzwiami. Randki, spotkania, śmiech, żarty, seks, podróże i wiele innych…. ale kobieta, przynajmniej taka jak ja, potrzebuje czegoś więcej. Potrzebuje poczucia, że jestem ważna, że jestem jedyna, potrzebuje czuć dumę z bycia Twoją wybranką. To działa w dwie strony, i ja chciałam Ci to dać, jednak z drugiej strony zawsze dostawałam pstryczka w nos ” ej mała, nie myśl sobie za wiele”.

Każdego dnia wstawałam z nadzieją, że może zrozumiesz, że może, któregoś dnia powiesz : ” Mała, zrozumiałem, spróbujmy”. Nie doczekałam się. Musiałam odejść.

Nie akceptowałeś mojej osoby taką jaka była, więc i nie zaakceptujesz teraz. Dziś cierpisz, to właśnie cierpienie przez Ciebie przemawia.

Chciałam być dla Ciebie wystarczająca, pasować do Ciebie tak jak Ty pasowałeś do mnie. Pasować do Twoich marzeń, do Twojego domu. Chciałam poznać Twoją rodzinę, bo sama jestem bardzo rodzinna. Chciałam poznać Twoje marzenia, cele, a co mi przyszło? Czasami wiedziałam co u Ciebie w pracy, czasami mi powiedziałeś jakąś historie kolegi. Nie opowiadałeś o sobie, ani też nie pytałeś o mnie. Do dziś nie wiesz jaki kolor to mój ulubiony, nie znasz mojej ulubionej piosenki, nie wiesz gdzie chciałabym pojechać, nie wiesz co robiłam gdy się z Tobą nie widziałam, nie wiedziałeś jak mi minął dzień kiedy sama nie powiedziałam, nic nie wiedziałeś. To może błahe rzeczy, ale w relacji z drugim człowiekiem, te błahe rzeczy stają się bardzo istotne.

Ja wiem, że nie mogłam tego wymagać, bo od początku ustaliliśmy sobie, że ta relacja będzie wyglądała inaczej niż inne. Tak też wyglądała. Ja jednak, tak jak pisałam wyżej, zawsze miałam nadzieje, nadzieje na coś innego. No nie doczekałam się. Pewni ludzi pojawiają się w naszym życiu, aby dać nam lekcje, a inni zostają, żeby uczyć nas cały czas, dając przy tym wiele szczęścia. Ty mnie nauczyłeś, nauczyłeś mnie wiele, za co Ci dziękuje.

Dziś pozostało wiele blizn. Blizn, które mi przypominają. To dobrze, że one są. Człowiek powinien pamiętać o takich przeżyciach, które w całym tym dzisiejszym bólu, dawały jednak sporo szczęścia.

Dziś mam faceta. Poznałam go przypadkiem, ale jak wiesz, ja w przypadki nie wierzę. Jestem szczęśliwa. Jak w każdym związku, (tak, tworzę z nim związek) zdarzają nam się kłótnie i sprzeczki, ale wychodzimy z tego. Oboje potrafimy rozmawiać. Zna moją rodzinę, a ja znam jego. To dla mnie bardzo ważne, że oni o mnie wiedzą.

Kiedy to piszę, płaczę. Siedzę i słucham piosenki James’a Bay „Let it go”. Sprawiłeś mi tym listem wiele przyjemności, ale i wiele bólu, dlatego z tego miejsca proszę, abyś już nie pisał. Nie odzywaj się, pozostaw to w spokoju. Tak wiele w życiu zależy od nas, ale w relacji z drugim człowiekiem, jesteśmy często zależni od drugich osób. Ja byłam długo zależna od Ciebie, a przynajmniej tak sobie wmówiłam. Chce żebyś wiedział, że do dziś dnia jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym. Mamy sobotę, a ja jestem wręcz przekonana, że nie siedzisz w domu. Ciesz się życiem. Daj szansę jakiejś kobiecie być z Tobą, tak jak ja tego chciałam. Jestem pewna, że będzie najszczęśliwszą kobietą na świecie. Wiem to, bo czułam się taka przy Tobie, nawet siedząc na kanapie i oglądając jeden z najgłupszych filmów tego świata.

Za każdym razem kiedy o Tobie myślę, przesyłam Ci moc ciepła. Bądź szczęśliwy, tego Ci życzę.

Kura domowa.

Ostatnio kiedy wracałam do domu, miałam okazję jechać z kolegą. Ów kolega pochodzi z tego samego miasta co ja. Jest starszy ode mnie. W trakcie długiej podróży, która była zasiana korkami i niestety wypadkami, powiedział jedno bardzo ważne zdanie, które do dziś utkwiło mi w pamięci : ” Gdzie to człowiek, kilka lat temu, mieszkając w Lublinie, pomyślał by o jakimś związku, a dziś? „. Tak, dziś ten kolega jest w związku, z kobietą, którą bardzo kocha i jest pewny, że zostanie jego żoną. Tego Wam życzę! Jak to czytacie, to wiecie, że to o Was.

Do czego zmierzam? Ludzie dorastają, z czasem ich wartości ulegają zmianie. Chcemy dziewczyny, narzeczonej, żony, matki naszych dzieci. Tylko co z tymi dzisiejszymi kobietami?

Nasze mamy, w większości przypadków, nieziemsko gotują i pieką, do tego potrafią sprzątać, uprasować koszulę, zrobić pranie i zadbać o drugą osobę kiedy choruje. Czy współczesne kobiety też to potrafią? Ja wiem, że czasy są inne, że model kobiety i mężczyzny, żyjących razem i tworzących rodzinę, trochę uległ zmianie, a przede wszystkim przesunął się o kilka lat do przodu. Dziś kobieta, która ma 21 lat, nie myśli o zajściu w ciąże, o wyjściu za mąż. Myśli o karierze, o pracy, o tym, że na takie rzeczy ma jeszcze czas. Gdyby spojrzeć na naszych rodziców, oni w naszym wieku już dawno byli rodzicami lub chociaż małżeństwem.

Urodziłam się w mieście, ale wychowałam na wsi. To oczywiście niczego nie tłumaczy. Od dziecka byłam uczona gotowania, ale zawsze wolałam piec. Moje pierwsze ciasto? Salceson :) Tak, nazwa może nie wskazuje na ciasto, ale jest bardzo proste i pyszne :) Gotowanie? Owszem lubię, jak mam dla kogo. Dla samej siebie mało gotuję. Uwielbiam sprawiać komuś przyjemność swoimi smakołykami, uwielbiam widzieć uśmiech na twarzy drugiej osoby i widzieć, że smakuje. Sprzątanie? W domu zostałam nauczona, że sobota to dzień sprzątania. Nie mogłam nigdzie pójść zanim mój pokój i inne miejsca w domu nie będą posprzątane. Wtedy młodą i głupią dziewczynkę to bardzo denerwowało, dziś kiedy przychodzi sobota, sama z siebie biorę się za porządki. W tygodniu ciężko jest zadbać o odpowiednią czystość, czasami nawet się nie chce. Sobota to odpowiedni czas. Dlaczego napisałam na początku, że wychowanie na wsi, niczego nie tłumaczy? Ponieważ znam wiele kobiet, które również były wychowane na wsi, w małym mieście i nie potrafią zrobić totalnie nic. To, że mama chce, ale Ty nie okazujesz chęci, w niczym nie pomoże.

W tych czasach wielu facetów przymyka na to oko. Uważają, że czasy się zmieniły, a kobiety już nie są takie jakie ich matki. Tak, to prawda. Nie jesteśmy. Uważam jednak, że niektóre rzeczy kobieta po prostu  powinna potrafić. Od zrobienia dobrego obiadu po zrobienie dobrego loda, Twój facet na to zasługuje skoro z nim jesteś. Nikt Ci nie każe być kurą domową, ale wykonanie prostego obiadu, posprzątanie w kuchni, bo syf, wyprasowanie mu koszuli, bo ma jutro ważne spotkanie, a wiesz, że sam tego dobrze nie zrobi, wstawienie prania gdzie nie wlejesz płynu do kolorów z białym praniem, nie zrzuci Ci korony z pięknej główki, a wręcz przeciwnie doda blasku.

Moja koleżanka, która bardzo dużo gotuje, ale mało piecze, ostatnio miała dylemat. Jej facet był w delegacji, chciała na jego powrót przygotować jakieś ciasto. Zapytała, czy mam jakiś pomysł. Pomyślałam, że skoro często nie piecze, to zapewne będzie wolała coś na szybko i bez pieczenia :) Podesłałam jej przepis na takie właśnie ciasto. Nie wiem jak jej wyszło, bo w końcu nie zapytałam, ale wiecie co? To nieważne. Nawet jeżeli było do bani ( wierze, ze się udało), to zrobiła je dla niego. Pomyślcie moje kochane baby, chłop wraca z delegacji, a tam czeka na niego ciasto!!!! Zrobione przez jego babę, która nie dość, że się stęskniła to pomyślała, że zrobi coś dla niego, od siebie, tak po prostu.

Inna koleżanka. Kiedy zaczęła spotykać się ze swoim już dziś obecnym mężem, zaprosiła go na szarlotkę. Wiedziała, że ją uwielbia, więc chciała  mu zaimponować, że potrafi zrobić taką, co będzie mu smakowała. To był bardzo ciepły okres roku. Chłopak przyjechał, został poczęstowany szarlotką z bitą śmietaną. Z okazji, że na dworze 30 stopni ciepła, sami się domyślacie co stało się z tą bitą śmietaną. Ciasto zjadł ze smakiem, mówiąc, że jest PRZEPYSZNE !! Po kilku miesiącach, kiedy przestali się już tak wstydzić, powiedział jej prawdę. Ciasto było okropne, ale to nie było ważne. Ważne było to, że ona zrobiła go dla niego. Koleżanka domyślała się, takiej reakcji, ale nie była zła.  Dziś się z tego śmieją. :)

Nie trzeba być perfekcyjną panią domu, chodzi o to, aby się postarać. Chcieć. Wiem po sobie, robienie wielu rzeczy z myślą o drugiej osobie, wychodzi o wiele lepiej :) Nawet szarlotka, którą robisz po raz pierwszy z nowego przepisu :)

 

Udanej niedzieli :)

M.I.Ł.O.Ś.Ć

Miałam dziś okazję przeczytać pewien tekst, w którym to autorka rozmyśla, a może edukuje, a na pewno przedstawia swoje zdanie, na temat, kiedy zaczyna się miłość a kiedy ją mylimy z zauroczeniem bądź zakochaniem.

Nie mogłam obejść obojętnie obok tego tematu, dlaczego? Otóż 90 % wpisów tutaj, jest o tematyce uczuć, miłosnych przemyśleń, przeżyć itp.

Pytanie do Ciebie. Kiedy według Ciebie zaczyna się ta prawdziwa, niepowtarzalna miłość, której każdy tak dzisiaj szuka i pragnie?

Ok. można by rzecz, że miłość można wyznać słowami, ale że co „Kocham Cię?”.Hm wiele osób nie zna wartości tych dwóch słów. Nadużywamy dziś tego wyrażenia, nie wiedząc co mówimy, jakie uczucia faktycznie, powinny znajdować się w tych dwóch słowach. Można się pomylić i powiedzieć komuś w euforii „kocham Cię?”. Myślę, że można. Można powiedzieć komuś „kocham Cię” pod czas konkretnego seksu, z wielkim i długim orgazmem? Myślę, że można. Ale czy to ma odpowiednią wartość? Kwestia gustu, zależy komu mówisz, to „kocham Cię”.

Wolę czyny. Chyba Ty też? W dzisiejszym tekście, o którym wspominam na samym początku, było podanych wiele przykładów, przykładów na to, kiedy ta miłość faktycznie może się pojawić. Dla przykładu, autorka pisze, że ktoś kto Cię okrywa kocem, bo usnęłaś, nie chce żebyś zmarzła, może Cię kochać. Hm, a co jeżeli ta osoba, ta która Cię okrywa tym kocem, po prostu jest taka z natury, troszczy się o innych, a Tobie się wydaje, że to już miłość?

To, że ktoś robi Ci śniadanie do łóżka, to że ktoś dba o Ciebie kiedy jesteś chora, to że poświęca dla Ciebie weekend mimo, że wcześniej wychodził z kolegami dość często do klubów, to że uwielbia zasypiać obok Ciebie, a zarazem budzić się i widzieć Cię obok, to że sypia tylko z Tobą, a kiedy Cię nie ma pisze, że tęskni, to że wie co lubisz jeść, i że mięsa to Ty nie jadasz, to że powiedział o Tobie najlepszemu koledze, to że zaprosił Cię na romantyczną kolację, to że trzyma Ci włosy kiedy Ty wisisz nad kiblem, wymiotując w najlepsze, bo wróciłaś z babskiej posiadówy…. to wszystko i wiele więcej przykładów, może, ale nie musi oznaczać, że ktoś Cię kocha.

Pytanie, czy warto to analizować? Miłość to nie matematyka. Poprzedni partner mógł dawać Ci zupełnie coś innego, w innej formie, ale to nie oznacza, że obecny jest gorszy. Nie porównuj. Osoba, z która jesteś, czasami może dawać z siebie tyle, ile potrafi, tyle ile ma. Dając to od siebie, tak po prostu od środka. To jest piękne.

Śmieszne jak wiele razy myślimy, że kogoś kochamy, że kochamy kogoś będąc z tą osobą. Ja uważam, że to wychodzi z perspektywy czasu. Jeżeli dziś, z czystym sumieniem, możesz powiedzieć, że faktycznie na swój sposób kochałaś już byłego partnera, to kochałaś go naprawdę. Na pewno w inny sposób niż obecnego, każdy w końcu jest inny. To pozwala nam na różne uczucia, za każdym razem kiedy mamy to szczęście być z kimś. Jeżeli jednak z perspektywy czasu, wiesz, że nie była to miłość, to po prostu nie była. Miłość ma różne oblicza.

Powiedziałaś kiedyś sobie „nigdy tak nikogo nie kochałam jak jego?”. Jeżeli nie jesteś już z tą osobą, a dziś obok Ciebie jest już inny partner, to popatrz na niego i odpowiedz na to pytanie. Myślę, że większość z Was tak jak ja, gdybym teraz miała okazję patrzeć na Niego, uśmiechnęłabym się. Ten uśmiech to oznaka tego, że wszystko się zmienia, że dorastamy i doceniamy inne rzeczy, zwracamy uwagę na inne rzeczy. Uczymy się.

Nie ma jutra. Bo kto da Ci gwarancję, że wstaniesz i będzie jutro? Planujemy, ciągle coś planujemy. Ja nie mówię, że to coś złego. Jednak, wielu z nas powtarza „żyj dniem dzisiejszym, bo jutra może nie być”. W większości przypadków, to tylko słowa. Kto faktycznie dziś tak żyje? Do czego zmierzam? Do tego, że warto żyć, nie analizować, nie myśleć czy to już miłość, czy też nie. Skoro jesteś przy Nim szczęśliwa, to po co o tym myśleć? Samo przyjdzie. To będzie impuls, takie kliknięcie, a wtedy poczujesz, TAK. Czy będzie to szczęśliwa miłość? Tego Ci nie zagwarantuje, ale jeżeli coś dzisiaj, sprawia Ci przyjemność, jeżeli ta osoba uczy Cię czegoś, daje Ci ciepło, poczucie bezpieczeństwa, zainteresowanie, opiekę, daj się ponieść. Co ma być to będzie. Tak wiele spraw nie zależy od Nas. Przede wszystkim relacje z drugim człowiekiem.

Żyj dniem dzisiejszym. Każda chwila jest ważna. Pojechać do centrum o 5 rano, żeby tylko się z Nim spotkać? Dlaczego nie? Odmówić sobie tej euforii, tej radości ze wspólnie spędzonych chwil, bo może nie wyjdzie, bo będę cierpiała, bo,bo,bo…. aaa przestań! :)

Miłość jest piękna, ale i bolesna. Definicji tyle ile ludzi na ziemi. Warta jednak bólu, bo daje też wiele szczęścia, a skoro daje wiele szczęścia to: „bilans jest dodatni” :)

 

Udanego weekendu! :) Kura domowa :)

List do Ciebie

Koniec
Od tego wypowiedzianego słowa, dziś mija kilka chwil, a może kilkadziesiąt godzin, a może kilka dni, tygodni, miesięcy, lat?
Sam już nie wiem. Przestałem liczyć.
To bardzo boli. Siedzę przed oknem, tak tym samym gdzie zobaczyłem Cię pierwszy raz. Pada deszcz, a może to świat płacze razem ze mną.
Nadzieja, że może ponownie Cię tam ujżę. Będziesz szła taka roześmiana…ahh jak ja uwielbiałem głos Twojego śmiechu, mogłem go ciągle słuchać. Mówiłem Ci, że kiedyś chciałem go nagrać, aby w dniach takich jak te, puszczać go i wiedzieć, że kiedyś byłaś moja? Tak, chciałem. Żałuję, że tego nie zrobiłem.
Kochaliśmy takie dni jak dziś. Deszcz, za oknem szaro, ponuro.To nam nie przeszkadzało cieszyć się swoją obecnością.
Dziś Cię nie ma. Nie mam już kogo przytulać, nie mam na kogo czekać po pracy, nie mam osoby, której mogę powiedzieć wszystko i mogę być przy te osobie, tym kim jestem naprawdę. Nie ma Cię. Nie słyszę już Twojego śmiechu, nie wiem czy dalej potrafił bym Cię rozśmieszyć. Nie słyszę krzyku, że sobota, że trzeba sprzątać, że zapuszczam mieszkanie, a Ty latasz i sprzątasz. Oh ile bym dał żebyś znowu na mnie krzyknęła. Wiesz co bym teraz zrobił? To co zawsze. Podszedl do Ciebie i przyciągnął, popatrzył w te piękne, duże i radosne oczy, a po chwili pocałował.
Kłótnie, te wszystkie złe chwile, dzisiaj nie mają znaczenia, bo wiem, że byłaś mi najbliższa. Dalej jesteś. Od chwili kiedy odeszłaś (dalej nie pamiętam kiedy to było), nie wpuściłem żadnej. Żadna mnie tak nie rozumie jak Ty to robiłaś. Wszystkie jakoś szybko się nudzą, a ja nimi. Nie mają nic do powiedzenia. Ty nawet jak nie mówiłaś, byłaś interesująca. Nawet te Twoje dziwne i czasami powalone historie znajomych, nawet tego mi dziś brakuje. Opowieści z pracy i z Twojego domu, w którym nigdy nie byłem, bo byłem chujem, któremu wydawało się, że to nie czas, że ja nie chce.
Nie poznałem żadnego z Twoich znajomych, nie wiem jaka byłaś wśród nich. Wtedy wystarczyly mi jedynie opowieści o nich. Wiem, że byłaś o to zła. Jednak widać, bardzo mnie kochałaś skoro godziłaś się na to.
Nie byłem taki jaki być powinienem. Nie doceniałem tego co mi dawałaś. Wiecznie miałem pretensje, że za dużo pracujesz, że nie masz dla mnie czasu, że szykując się dla mnie, byłem zazdrosnym kutasem, który miał w głowie śliniących się facetów na Twój widok. Nie byłem facetem, byłem kimś bardzo bliskim.
Wiedzieli o mnie, ale nikt mnie nie znał. To Cię bolało, przy każdej możliwej okazji mi to mówiłaś, że chcesz się mną chwalić, chcesz być dumna z posiadania takiego partnera jakim jestem, a ja co? Ja, ja uważałem, że jak daje Ci ciepło, bezpieczeństwo, poczucie zrozumienia, dobry i udany seks, podróże, małe wycieczki i te większe i wiele innych ważnych rzeczy, myślałem, że to wystarczy.
Nie wystarczyło. Wiedziałem, że kiedyś odejdziesz, ale nie zdawałem sobie sprawy, że to zaboli, aż tak bardzo. Dalej boli. Odeszłaś nagle, nawet nie pamiętam kiedy. Nie do innego, to wiem. Pamiętam Twoje słowa, ” Kocham Cię, ale ja tak dalej nie potrafię”.
Z perspektywy czasu, dziś Ci się nie dziwię. Która by tak wytrzymała? Która była by kobietą na pełen etat, tylko taką ukrytą? Która nie zna moich znajomych, mojej rodziny, moich marzeń, moich pragnień…. Byłem jaki byłem. Podziwiam Cię kotku, jestem też wdzięczny za każdą chwilę z Tobą. To były najcudowniejsze chwile mojego życia.
Dziś Cię nie ma, nie wiem kiedy odeszłaś. Chciałbym poczuć Twój zapach, Twoje ciepło porannego ciała. Zobaczyć Twój piękny uśmiech, skierowany tylko dla mnie.
Nigdy Ci nie powiedziałem jaka jesteś dla mnie ważna, ile dla mnie znaczysz, nigdy Ci nie powiedziałem, że Cię kocham. Człowiek mądrzeje na stare lata, a ja nie jestem już tak młody.
Ten list to coś co siedzi w mojej głowie od tamtej chwili, od chwili kiedy zamknęłaś drzwi mojego mieszkania i wyszłaś. Nie zdawałem sobie sprawy, że nigdy już przez nie nie wejdziesz. Byłem przekonany, że wrócisz. Jak nie zaraz to za kilka dni. Chciałem być twardy, więc nie pisałem, ani nie dzwoniłem. Pamiętam jak uwielbialiśmy gadać przed snem, trzy godziny wiszenia na słuchawce? Co to dla nas, nie kotku? Po tygodniu zwątpiłem, Ty nigdy nie byłaś tak twarda. Napisałem, nie odpisałaś. Dzwoniłem, nie odbierałaś. Zwątpiłem, nie wiem po jakim czasie. Skąd mam wiedzieć, skoro nie pamiętam ile minęło od momentu jak odeszłaś.
Kiedy ktoś by mi dziś powiedział, że odebrała byś, odpisała… Zadzwonił bym lub napisał. Sam nie wiem co. Może, że Cię kocham i tęsknie? Zawsze uwazałem takie słowa za pedalskie, to nie dla twardzieli takich jak ja. Dziś to pieprze. Ale dziś jest już za późno.
Mam nadzieje, że jesteś szczęśliwa.
Gdybym znał Twój adres, ten list już dawno czekał by na Ciebie w Twojej skrzynce. Wiem, wiem. Mamy XXI wiek, ale jeżeli jestem już tak romantyczny to bym Ci go wysłał. Ty zapewne czytając popłakała byś się. Zawsze byłaś niepoprawną romantyczką, a ja nie potrafiłem wtedy tego docenić.
Życie kopie mnie codziennie w kostkę krzycząc ” Co Ty najlepszego zrobiłeś?”. Dziś już wiem, starcilem Cie, straciłem jedyna osobę, która była, była zawsze kiedy tego chciałem, a nawet kiedy tego nie chciałem, też byłaś. Rozumiałaś. Nie chciałaś nic, dawałaś więcej niż byłem w stanie przyjąć. Straciłem to.
Czas to powiedzieć. Byłaś i będziesz moim oczkiem w głowie. Trzeba współczuć kolejnym moim kobietom, bo żadna Cię nie zastąpi.
Patrze na zegarek, to juz 20:26. Młoda godzina, a ja nawet nie mam z kim zjeść kolacji.

Wymarzone zaręczyny ? :)

Na pewno każda z Was myślała o swoich zaręczynach, jak miałyby wyglądać, jak chciałybyśmy, aby wyglądały. W internecie roi się od filmików, od świetnych pomysłów, które pocą oko i budzą zazdrość, ale taką pozytywną, z myślą „też tak chce”. Wiele zdjęć, ukazujących szczęście tych dwóch, zakochanych osób.

Ostatnio miałam to szczęście być świadkiem, takiego oryginalnego, wymagającego odwagi pomysłu na zaręczyny. Byłam w domu na Chmielakach, jest to święto piwa, organizowane już od wielu lat, w moim mieście Krasnystaw. W pewnym momencie, stojąc przed sceną, w trakcie konkursu miss Chmielaków, prowadzący ogłosił jakiś konkurs. Zaprosił do siebie trzech facetów. Po kolei zadał dwóm pierwszym po jednym pytaniu, każdy z nich otrzymał w nagrodę za dobrą odpowiedź piwo. Ostatni chłopak, jak się okazało później w rozmowie z prowadzącym, miał na imię Paweł. Na zadane pytanie, z kim przyjechał, odpowiedział, że z dziewczyną Angeliką. Ta zaś, została szybko zaproszona na scenę. Paweł dostał zadanie, aby ją zaskoczyć. Pierwsza moja myśl: „kurczę, fajnie by było, jak by się jej zaręczył, ale pewnie nie jest na to przygotowany”. Ku mojemu i nie tylko mojemu zaskoczeniu, chłopak wyjął ze spodni pudełeczko, a w nim jak się możemy domyślać pierścionek :) TAK! ZARĘCZYNOWY! Powiedział, że są tu, na Chmielakach trzeci raz, chciałby, aby ta kobieta została jego żoną. Oczywiście, na wyczekiwane „TAK”, długo nie było trzeba czekać, chociaż dziewczyna była bardzo zaskoczona i zmieszana, bo jej odpowiedź brzmiała dosłownie „chyba TAK”. :)

To piękny i odważny gest. Nawet jeżeli jest intymny. Znasz drugą osobę na wylot, widzicie się w różnych, życiowych sytuacjach, w gorszych i lepszych. Znasz jej najsłabsze punkty, wiesz jak wygląda rano bez makijażu, jak wygląda kiedy ma kaca, jak wygląda kiedy płacze i makijaż rozmywa jej się pod oczami. Wiesz co ja denerwuje, a co sprawia uśmiech na jej twarzy. Wiesz jakie miejsca kocha, a jakich woli unikać, to samo tyczy się ludzi. Kiedy jednak, przychodzi ten dzień, kiedy postanawiasz jej się oświadczyć, strach przeszywa każdą część Twojego ciała.

Mój kolega z pracy, który oświadczył się w Wenecji, we Włoszech, opowiadał jak się bał. Opowiadał, jak wiele razy pod czas spaceru wybierał miejsce do klęknięcia. Jak wiele razy, bał się, że usłyszy „NIE”. Kiedy było już po wszystkim, okazało się, że mieli to szczęście, bo fotograf, który przechodził obok, natknął się na ich szczęście i zrobił im pamiątkowe zdjęcia, tych pięknych chwil. Jego narzeczona powiedziała tylko, „spodziewałam się tego”. Ah te baby, wszystko przewidzą. :)

Kiedyś chciałam, żeby mój przyszły mąż oświadczył mi się w Paryżu. Kocham to miasto, za wszystko. Za architekturę, za kawę, za wieżę Eiffla, za to, że na każdym kroku można usiąść przy malutkim stoliczku, bo restaurację wychodzą na ulicę, za metro, bo dojedziesz nim wszędzie, za …. no za wszystko. Wiecie: noc, wieża Eiffla, on i ja. Nocne widoki z drugiego piętra (na 3 nigdy nie wjechałam, za długie kolejki :) ). Klęka, wyjmuje pierścionek, a ja zapewne zamieniam się w potok łez, bo jak inaczej :)

Tak, to było moje odwieczne marzenie, dalej jest. Dziś jednak wiem, że nie ma to dla mnie znaczenia gdzie, jak. Ważne, aby była to odpowiednia osoba, której faktycznie powiem szczere TAK, że nie cofnę się ani na sekundę. Jakkolwiek nie miało by to wyglądać, po prostu chce kochać tego faceta od stóp do głów, chce mieć pewność, że to ten. Małżeństwo, to kolejny etap drogi we dwoje. Droga we dwoje to nie lekkie rzeczy, to ciągła praca nad sobą i nad relacją jaka Was łączy. Nieważne czy pierścionek będzie za 100 zł czy za kilka tysięcy. Wiadomo, że każdy marzy, ale w rzeczywistości, jakby tak pomyśleć, to jest to bardzo intymna rzecz. Taka dla niego i dla Ciebie. I tak ją zapamiętasz, nawet jeżeli nie będzie fajerwerków to i tak do końca życia, oboje będziecie mieli ja w sobie.

Życzę każdemu, bo każdy na to zasługuje, abyście spotkali miłość swojego życia. Dziś na każdym kroku czai się zabawa, czai się pokusa, ale wartości to podstawa. Pomyśl jaka to przyjemność mieć kogoś obok siebie, móc z kimś zasnąć, obudzić się przy tej osobie, wiedzieć, że ktoś o Ciebie zadba, wiedzieć, że ktoś o Tobie myśli. Do tego trzeba dorosnąć, ale mimo to, życzę każdemu z osobna: kobietom, wymarzonych zaręczyn, a facetom? Oryginalnych pomysłów, aby ta chwila była wyjątkowa :)

Dobrej nocy !

Zwolnij!

Ile razy siadałeś i mówiłeś ” przesadzam, ile można?”. Ile razy wydawało Ci się, że nie masz najzwyczajniej w świecie sił, ale ktoś inny wymaga od Ciebie więcej, więcej i jeszcze raz więcej. Czy zdajesz sobie sprawę, że to co robisz to jedynie Twoje własne wymagania, własne cele, własne przekraczanie granic swoich sił ?

To prawda, nie trzeba tego (tak myślę) tłumaczyć, że żyjemy w świecie gdzie brak czasu to już coś normalnego. Dziś kiedy tracimy kontakt z rodziną, z bliskimi, zrzucamy to na brak czasu, a jego brak wynika z pogoni za… no właśnie za czym gonisz?

Chcemy lepiej żyć. Chcemy mieć pieniądze, bo dziś dla większości z nas, pieniądz to wyznacznik władzy, potęgi, niezależności i braku kłopotów. Wiemy też nie od dziś, że posiadanie dużej sumy pieniędzy, to też kłopot. Badania wykazują, że wiele osób, które wcześniej nie posiadało wielkiego majątku, a nagle wygrywają np. w LOTTO, ich pieniądze szybko się rozchodzą w przypływie euforii. Dana osoba nie wie, co ma zrobić z taką sumą pieniędzy. Wydaje je na wszystko, na co przyjdzie jej myśl. Nie kalkuluje, nie myśli ile jej zostało. Bardzo mało osób inwestuje. Wiele z tych osób wpada o dziwo w długi.

Czy zastanawiałeś się kiedyś czym dla Ciebie jest sukces? Ja nie twierdzę, że posiadanie pieniędzy jest złe, że chęć ich posiadania jest zła… NIE, jeżeli pracujesz, wykonujesz swoje obowiązki, pracujesz więcej niż pozostali ludzie, to należy Ci się dobra i wysoka zapłata za włożoną harówę. Czy coś poza „szmalem” przychodzi Ci do głowy, kiedy czytasz „sukces”?

Dla mnie to np. wdzięczność. Kiedy ktoś mi mówi: ” Karola, dobra robota. Wcześniej tego nie rozumiałem, jakoś nikt nie potrafił mi wyjaśnić. Dzięki”- to wystarczy. W takich chwilach, wiem że moja praca nie idzie w las.

Rodzina.- Nie każdy ma to szczęście, aby móc założyć własną. Każdy do jakiejś należy. Nie mówię tu tylko o rodzinie „krew z krwi”, ale przyjaciele to też rodzina. Jednak tylko nieliczni, będą mieli okazję założyć własną rodzinę. Tylko nieliczni będą mogli się o nią troszczyć, a przede wszystkim nie wszyscy będą mogli ją dostatecznie utrzymać. Dla mnie osobiście, to bardzo ważna kwestia. Móc utrzymać rodzinę. Założyć to nie problem, potrafić się nią zaopiekować, to wyczyn godny złotego medalu.

Uśmiech. Jestem osobą, która dość często się uśmiecha i śmieje. Moim małym codziennym sukcesem, jest możliwość spowodowania, że ktoś uśmiechnie się ze mną, dzięki mnie. Śmiech to zdrowie, a liczne badania potwierdzają to zdanie. Norman Cousins, ojciec terapii leczenia śmiechem o nazwie Gelotologia. Ów człowiek chorował na zesztywniające zapalenie  stawów kręgosłupa. Choroba miała prowadzić do braku możliwości poruszania się, lekarza powiedzieli mu, że nie mogą mu pomoc. Miał żyć w ciągłych męczarniach. Kiedy usłyszał diagnozę, nie poddał się. Postanowił zaszyć się w hotelu, a w nim zacząć oglądać wszystkie wypożyczone komedie, np: filmy braci Marx. Nie było dnia, aby ich nie oglądał. Śmiał się w niebo głosy, po 6 mc. terapii okazało się, że Normal całkowicie wyzdrowiał, a lekarze którzy wcześniej nie widzieli żadnego rozwiązania, byli w wielkim szoku. Dzięki tej historii, miała początek seria badań nad funkcjami endorfin, czyli nad substancjami chemicznymi, uwalnianymi pod czas naszego śmiechu. O dziwo, endorfiny mają bardzo podobny skład i działanie jak heroina czy morfina, dzięki czemu osoby, które więcej się śmieją, mają mocniejszy układ odpornościowy, rzadziej chorują, rzadziej wpadają w depresje. Dlatego, tak ważnym dla mnie, codziennym sukcesem, jest wywołanie u drugiej osoby uśmiechu na twarzy.

Świadomość własnych możliwości. Ilu z Nas, bierze na siebie zbyt wiele, aż musi coś się stać, aby zwolnić. Nie zdajemy sobie momentami sprawy, że nie jesteśmy terminatorami. Nie mamy kopalni siły. Potrzebujemy odpoczynku, relaksu. To nic złego! To nic złego poleżeć, poczytać książkę, pójść spać po pracy i nic cały dzień nie robić. Kiedy tego potrzebujesz, zrób to. Nie myśl: ” a co inni o mnie powiedzą, przecież jestem im potrzebna. Co oni zrobią jak mnie zabraknie na jakiś czas?”. Spokojnie, poradzą sobie. Nawet docenią, ile jesteś wart. Nie popełniaj błędu wmawiania sobie, że jesteś zdolny pracować non stop na najwyższych obrotach. Robisz sobie sam krzywdę. Wmawiając sobie, że jesteś terminatorem popełniasz klasyczny błąd. Popatrz, kiedy zachorujesz, będziesz miał pretensje do siebie, do własnego organizmu, że za mało dbasz o niego i teraz chorujesz. Nie pomyślisz, że to znak na zmiany, na zwolnienie tempa, że ktoś tam, na górze uderza Cię w nos mówiąc głośno : ” WYSTARCZY, TERAZ CZAS NA ODPOWIEDNI ODPOCZYNEK. SZKODA TYLKO, ŻE MUSIAŁEŚ ZACHOROWAĆ I TO ZROZUMIEĆ, ALE NIE DAŁO SIĘ INACZEJ. PRZYKRO MI:

Czy zastanawiałeś się też, co widzą ludzie kiedy osiągasz sukces? Dziś na stronie „Pierwszy milion przed 30-stką” Pojawiło się bardzo ujmujące zdjęcie, które pokazuje jak inni widzą ludzi sukcesu. Otóż, wszyscy wokół Ciebie widzą TYLKO Twój sukces. Niestety, ale oni nie widzą poświęcenia, wyrzeczeń, silnej pracy, dobrych nawyków, uporu w dążeniu do celu, rozczarowań i porażki (bo przecież każdemu coś nie wychodzi). Wkładasz w coś mnóstwo pracy, często przejmujesz się opinią innych, a to normalne. Lubimy być akceptowani wśród innych ludzi, wręcz chcemy tej akceptacji. Często jednak nie zdajemy sobie sprawy, że inni i tak mają to w swojej wielkiej dupie, a My powinniśmy robić swoje. Iść do przodu, tak po prostu. Po drodze nie zapominając o tych, którzy byli, są i będą. Ludzi są nam potrzebni, sami niczego nie osiągniemy, ale Ci odpowiedni ludzi.

Wszędzie trzeba znać umiar i wiedzieć czego od siebie i w jaki sposób wymagamy. Czasami sama przesadzam, pracuje dużo za dużo, stawiam sobie dzienne cele, których niekiedy nie realizuje. Dlaczego? Ze zwykłego powodu: nie mam siły i zwyczajnie ochoty. Mam często kaca moralnego, dlaczego tego nie zrobiłaś? Ale czy za 5 lat, to będzie aż tak znaczące, że miałam dziś przebiec 5 km, a zwyczajnie poszłam spać, bo zasypiałam jedząc obiad? NIE :) Nie jestem Kurą terminatorem, i Ty też nie jesteś :) Zwolnij!

Dobrej nocy! :)

10 rad, jak tworzyć zdrową i dobrą relację

Żyjemy w ciągłym biegu, stajemy się niezależni i chcemy czegoś więcej od życia. Kiedy jednak ktoś zadaje nam pytanie, czego Ty właściwie chcesz? Musisz się chwilę zastanowić, nie wiesz tak naprawdę czego byś chciał już, a czego za jakiś czas. Lub czy w ogóle to czego chcesz, jest Ci tak potrzebne, jak wyobrażenie o tym. Nasze życie składa się z priorytetów. Każdy z Nas ma jakieś zasady, wartości, którymi stara się kierować swoje życie. Większość z Nas chce stabilizacji. Ostatnio usłyszałam,że poza definicją tego słowa, takie coś jak stabilność życiowa nie istnieje. Przeczytamy o niej w słowniku, w internetach, ale rzadko kiedy osiągamy ją w życiu. Tak, to prawda. Kiedy usłyszałam to ostatnio od pewnej osoby, moja mina się skrzywiła i pomyślałam, co on mówi, ale po kilku chwilach przemyśleń, zgodziłam się.

Jesteś lub chcesz być  w związku. Wiesz, że nie ma czegoś takiego jak stabilność. Co jednak powinno się robić, jak żyć, jak działać w relacji z drugim człowiekiem, aby dążyć do tego, aby było po prostu dobrze? O to kilka moich prywatnych rad:

1. Rozmowa: To bardzo ważny element każdej relacji, nie tylko tej w  związku. Dziś bardzo mało się rozmawia, mamy do tego komunikatory, które zabijają prawdziwą rozmowę, a przenoszą ją w wirtualny  świat, gdzie słowo mówione to gigabajt. Nie potrafimy przez to wyrażać swoich uczuć, łatwiej nam przychodzi „porozmawiać” o problemie w związku, pisząc niż mówiąc. Tu możesz pomyśleć, usunąć coś jeżeli nie pasuje do wypowiedzi, ująć w piękne zdanie, które będzie miało sens. Kiedy rozmawiasz, nie masz pewności, że druga osoba Cię aby na pewno zrozumie, nie masz pewności, że dobrze wyjaśnisz to co miałeś na myśli. Kiedy chcesz porozmawiać o problemie, zazwyczaj towarzyszą nam wtedy negatywne emocje, buntujemy się, nasz ton głosu się podnosi. Niestety przez to często wynika kolejna, niepotrzebna kłótnia. Wiem, zdaje sobie z tego sprawę, że nie każdy potrafi rozmawiać, ale to jedyny klucz do rozwiązania każdego konfliktu w związku. Wszystkiego da się nauczyć, jak nam zależy i mamy chęci do tego. Czy pytasz swojego partnera jak mu minął dzień? Jak się czuje w trakcie dnia? Czy w pracy wszystko ok? Może powinieneś zacząć? To bardzo proste pytania, które potwierdzają Twoje zainteresowanie drugą osobą, i które prowadzą do rozmowy.

2. Namiętność. Oh cóż za ważna rzecz w każdej relacji. Nie zdajemy sobie sprawy, że ona przemija, zmniejsza się, ale nie musi umierzeć. Nie okłamujmy się, człowiek z biegiem lat, mniej odczuwa pociąg seksualny i z biegiem czasu Twoja partnerka będzie Cię mniej pociągała niż na samym początku relacji. To jednak nie zmienia faktu, że kiedy namiętność będzie mniejsza, masz ją zmieniać na inny model. NIE! Życie erotyczne należy urozmaicać. Seks to ważna rzecz! Osobiście uważam, że łóżko to dobre miejsce do wspólnych igraszek, ale nie jest to jedyne miejsce do tego typu rzeczy. Seks nie musi być nudny, można go sobie w różny sposób umilać. Każdy z Nas ma swoje fantazje, o których warto rozmawiać (pkt. 1). Każdy z Nas ma inne ciało i warto uczuć się ciała naszego partnera, aby wiedzieć jak go zaspokoić. Co kiedy nie jesteście w stanie pójść do łóżka, bo np. jesteście daleko od siebie? Nie bójcie się wysłać drugiej osobie namiętnego zdjęcia, zrobionego TYLKO dla tej osoby. Nie bójcie się pisać sprośnych wiadomości, to esencja relacji. Podniecenie, chęć na drugą osobę. Komunikat dla kobiet : kiedy Twoim gościem jest ciotka, to nie czas, aby Twój facet miał przez to cierpieć. Zrób mu loda, a on na pewno o tym nie zapomni. Kaiedy będzie mógł sprawi Ci miła niespodziankę. :)

3. Tylko Ja. Mam tego świadomość, że kiedy kogoś poznajemy, chcemy spędzać z tą osobą cały wolny czas. Chcemy ją poznać, robić z nią wszystkie rzeczy, które wcześniej robiliśmy sami bądź ze znajomymi. Chcemy być w ciągłym kontakcie. Tak nagle nie widzimy świata poza drugą osobą, ale jak we wszystkim tak i w tym, należy poszukać złotego środka. Pamiętaj, że przed poznaniem tej osoby, byłeś sam. Miałeś swoje obowiązki, czas dla siebie, czas na książkę, czas na spotkanie ze znajomymi, czas dla rodziny, czas dla SIEBIE. Nie rezygnuj z tego. Każdy z Nas, ilu by nie miał ludzi wokół siebie, potrzebuje ciszy, która daje mu pewność, że dalej potrafimy pobyć sami. Nie dajmy się uzależnić. To miłe, kiedy ktoś na Nas czeka, kiedy możemy na kogoś liczyć, ale miejmy tego świadomość, że dziś ktoś jest, a jutro tej osoby może nie być. Powinniśmy mieś swój świat, nie dać go sobie zabrać, swoje hobby, swoje zainteresowania, które pozwalają nam pamiętać kim jesteśmy. Nie zatrać własnego JA.

4. Wspólne cele. Moje zdanie było takie odkąd pamiętam. W moim mniemaniu dwie osoby, które tworzą związek powinny mieć wspólne, z góry nakreślone cele. Do czego dąży ta relacja? Co chcemy dzięki niej osiągnąć? Czy chcemy tego samego? Czy chcemy dzieci? Czy chcemy stworzyć dom? Czy chcemy się kiedyś pobrać? Czy chcemy żyć na kocią łapę? Czy żyjemy z dnia na dzień, nic nie planujmy, bo jutra może nie być? Czy jak się pojawią dzieci to Ty zostajesz w domu, a ja robię karierę? Może te pytania dziś Cię przerastają, ale odpowiedzi na nie trzeba znać. Nie mówię, aby stawiać te pytania w pierwszych miesiącach znajomości, to może jedynie wystraszyć, ale zastanów się. Oddajesz komuś kilka lat swojego cennego życia, aż tu nagle, dowiadujesz się, że Twój partner nie chce mieć dzieci. Co robisz? W pierwszej kolejności masz pretensje, że Ci o tym nie powiedział, ale czy zapytałaś? Pamiętajmy, że za nasze odczucia, czyny i decyzje, odpowiadamy My sami, nikt inny.

5. Wsparcie. Bardzo ważna sprawa, wiedzieć że można polegać na drugiej osobie. Ta osoba nie zawsze musi pochwalać Twoje decyzje, nie zawsze musi się z nimi zgadzać, ale powinna Cię w nich wspierać. Poczucie, że ktoś jest, kto zawsze wysłucha, doradzi, pomoże, tak po prostu bezinteresownie jest czymś pięknym i cennym. Wspierać nie zawsze trzeba słowem, czasami wystarczy obecność. Odpowiedni dotyk, przytulenie, ciepło drugiej osoby i poczucie bezpieczeństwa. To bardzo cenne rzeczy.

6. Jak nie ta, to inna. Nie lubię takiego podejścia. Dziś w dobie internetu, w dobie zabawy, która czyha na każdym kroku, wielu z Nas uważa, że możemy wymieniać ludzi jak rękawiczki. Zgoda, ale to podejście mnie w ogóle nie interesuje. Jestem wychowana na wsi, od dziecka było mi mówione, że rodzina to priorytet. Jestem wychowana w kochającej się rodzinie, gdzie nie zawsze było miło i dobrze. Moi rodzice to przykład związku, gdzie jak coś się pieprzy to siadamy i to rozwiązujemy. Cudem będzie facet na mojej drodze życia, który będzie wyznawał takie same wartości co ja.Który będzie znał potęgę wartości drugiego człowieka, który mu się przytrafił, który potrafi bezinteresownie dać mu więcej, niż by się sam tego spodziewał. Cud to człowiek, który ma z tyłu głowy drugiego człowieka.

7.Wierność i zaufanie. Kiedy jesteś zakochany, wierność to nie wyczyn. Wiadomo, dziś mamy o wiele więcej możliwości do zdrady, zabawy itp. Osobiście brzydzę się zdradą i kiedy ktoś mi o niej mówi, od razu mój ton głosu się podnosi, a ja robię się nerwowa. Wiele osób zdradza, ale się do tego nie przyznaje. Z dwojga złego, wolę być zdradzona i dowiedzieć się o tym od drugiej osoby, niż żyć w niewiedzy. Kłaść się z taką osobą do łóżka, wiedząc, że jego dłonie dotykały ciała innej kobiety. Pieściły, je tak samo jak moje. Ktoś powie, to tylko seks, tam nie było uczuć. Gówno prawda, to nie tłumaczenie. To przekroczenie granic, których nie powinno się przekraczać. Kiedy ktoś mi mówi, że całowanie obcej osoby to nie zdrada, że to nie seks, bo przecież jedynie seks jest zdradą, śmieje mu się w twarz. Zdradą może być nawet flirt, który towarzyszy nam jedynie poprzez komunikator, gdzie wymienia się jedynie sprośne wiadomości. Czasami słowna zdrada bardziej boli niż cielesna.

8. Wyrozumiałość. Musisz być świadoma tego,że Twój facet nie zawsze ma ochotę na rozmowę. Nie zawsze będzie mu się chciało seksu. Nie zawsze pójdzie z Tobą na imprezę, do rodziców, do kina, na kolację. On ma też gorsze dni. Czasami zapomina o czym mu mówiłaś, to przecież człowiek, taki sam jak Ty. Ty też miewasz gorsze dni. O! Nawet co miesiąc, przez prawie cały tydzień :) A on to znosi ! :)

9. Wyglądaj! To, że już z kimś jesteś. To, że udało Ci się zdobyć tego człowieka, nie zmienia faktu, że masz przestać o siebie dbać. Żeby zatrzymać kogoś przy sobie powinno się też wyglądać. Nie mówię tu, że wygląd jest najważniejszy, ale jest ważny. Pociąg seksualny jest podyktowany naszym wyglądem. Kiedy kogoś pociągasz, to mu się zwyczajnie podobasz. Podobasz się zadbana/zadbany. Nie zapomnij nałożyć szpilek, kusej sukienki, upiąć ładnie włosy, pomalować pięknie oko. Nie zapomnij pięknie pachnieć. Nie zabieraj mu dumy z tego powodu, że to z Tobą idzie za rękę, z tą piękną i zadbaną kobietą, która też dzięki niemu promienieje.

10. Chwal i doceniaj. To bardzo ważne, aby doceniać i chwalić naszego partnera. Jesteś z nim z jakiegoś powodu. Urzekł Cię wyglądem, to dlaczego nie wspomnisz mu raz na jakiś czas, że jest przystojny? Że dobrze wygląda właśnie w tej koszuli? Dlaczego nie mówisz mu, że jest mega seksowny i właśnie masz na niego ochotę? Doceniaj go! Za to jaki jest, że zrobił Ci rano kawę. Chwal go, że dostał awans w pracy, że dostał zasłużoną premię. Chwal go wśród znajomych. Uwaga! Nie przesadzaj :) Za dużo miodu to też nie dobrze :)

To tylko kilka z zasad, którymi według mnie powinniśmy się kierować w każdej relacji, aby była ona zdrowa i udana ! :)

Tylko rurkę z kremem…

Faceci są bardzo niedomyślnym gatunkiem. Mówi się, że ich  myślenie jest proste i do nich trzeba mówić bezpośrednio. My, kobiety, niestety tak nie potrafimy, Lubimy mącić, kręcić, iść dookoła zamiast powiedzieć WPROST. Czasami się nie da, czasami jest ciężko.

Ponoć my, kobiety, wiele wymagamy. Chcemy złotych gór, uwagi, zaciekawienia, przyjemności, pięknych, romantycznych randek… Tak, ale to tylko i wyłącznie Wasze mylne wyobrażenia.

Kobiety z reguły też są bardzo proste i każda z Nas mogłaby dostać złoty medal z dawania Wam do zrozumienia, między wierszami, czego oczekuje. Zapytacie, dlaczego między wierszami? Bo powiedziane dosadnie „chce iść z Tobą na rurkę z kremem, mają ponoć bardzo dobre przy rondzie Wiatraczna”, nie jest już takie fajne i zaskakujące, kiedy do tego dochodzi. Kiedy za piętnastym razem przypominania o „rurce z kremem”, w końcu ją na nią zabierasz, z wielką łaską, bo kto to widział, żeby jechać na jakąś rurkę? Można kupić taką samą w sklepie i zjeść w domu, a przecież będzie to samo. Gówno prawda. Ups!

My naprawdę nie chcemy od Was wiele. Moja przyjaciółka ostatnio, uzmysłowiła mi jedną bardzo ważna rzecz, że dla niej ważne jest to, aby jej facet, który gdzieś idzie, miał ją z tyłu głowy. O co chodzi? O to, aby wiedział, że tam, gdzieś, po drugiej stronie miasta, bawi się jego dziewczyna. Dla niej ważną sprawą jest to, że on liczy się z jej planami, że poświęca jej swój wolny czas, że uwzględnia ją w swoim życiu, które przemija.

Nie trzeba drogich wakacji, wystarczy spontaniczny wyjazd za miasto. Nie potrzeba nam wielkich bukietów róż, wystarczy mały bukiecik za 5 zł, bo kiedy go kupowałeś, pomyślałeś o niej. Nie chcemy drogich, belgijskich czekoladek, wystarczy lizak za 0,20 zł, bo jest dla niej, od Ciebie. Nie musisz zabierać jej do drogich restauracji, kup wino, weź koc i zabierz ją w jakieś fajne miejsce, gdzie będziecie tylko razem, a ona poczuje się ważna. Kup jajko niespodziankę i włóż do środka karteczkę z miłym napisem, który wywoła uśmiech na jej twarzy ( mojej koleżanki mąż, kiedyś męczył się dość mocno, żeby włożyć do kinder niespodzianki karteczkę „Kocham Cię”. Dziewczyna do dziś wspomina te chwilę częściej niż jakieś tam kolacje w restauracjach).

Nie rozumiem ludzi, którzy uważają, że oznaka czułości, przejawy romantyczności, bycie uczuciowym to wstyd i nie powinno się tym zbyt emanować, bo dostaje się od życia po dupie, a inni mają Cię za słabeusza. Gorszego gówna nie słyszałam, ale ludzie są różni. Ja osobiście jestem z tych uczuciowych, emanuje czułością wobec bliskich mi osób i nie wstydzę się tego. Czasami dostaje po dupie, ale to nie znak, że mam przestać, lub że robię coś złego. Liczę się z tym, że nie zawsze będzie kolorowo, ale ludzie na mojej drodze, którzy się pojawiają i pojawią, nie mogą być karani mniejszą ilością mojego uczucia, tylko dlatego, że ktoś mnie wcześniej zranił. Tłumaczenie typu : „zostałem zraniony, wybacz, nie mogę dać Ci tego, czego dawałem wcześniej innej”. Hmm… rozumiem, ale jak nie Ty, to da ktoś inny. Nie ma bólu, który nie mija, trzeba chcieć. Bądź : ” Może gdybym Cię spotkał za dwa lata, wtedy był bym gotowy”. What??? Spotkałeś ją teraz, a nie za dwa lata. Wykorzystujesz ten czas, albo dajesz jej spokojnie odejść. Ona to nie ławka rezerwowa, nie czeka jak napalony zawodnik, kiedy zostanie wywołana i kiedy da się jej szansę. To pierwszo ligowy gracz!

Ja wiem, że nie każdy jest romantykiem, ale znacie prawo miłości?

Prawo miłości:

Wszyscy – i kobiety i mężczyźni – bardzo potrzebujemy miłości. Miłość oznacza akceptację, szczerość, czułość, troskę, gotowość do oddania, niesienia odpowiedzialności, nadzieję, bezinteresowność, szczodrość. Im więcej sami przejawiamy te cechy w działaniach, tym więcej otrzymamy od świata. Strach, zazdrość, uzależnienie, manipulacja, kontrola, pretensje, wymówki niszczą relacje i nie mają żadnego związku z miłością.

Miłość to nie koncert życzeń, tu się daje, nie z myślą, że dostanie się dzięki temu więcej. Tu się ofiarowuje z myślą o drugiej osobie, tu się przede wszystkim pyta „co mogę dać”, a nie „co mogę zyskać”.

Zdarzyłeś się tej kobiecie, a ona Tobie, ale nikt nie da Ci gwarancji, że ktoś nie zdarzy jej się ponownie. Wymagamy cudów, a mamy je przy sobie. Wymagamy wielkich rzeczy, a one się dzieją codziennie w naszym życiu. Marzymy o szczęściu, kiedy ono tkwi w małych rzeczach i spotyka nas na każdym kroku.

Nie wychylaj nosa za drzwi z myślą, że ujrzysz „jutro”.

„Wczo­raj do ciebie nie na­leży.
Jut­ro niepew­ne.
Tyl­ko dziś jest twoje.” Jan Paweł II

Doceń.