Sytuacje pośrednie

” Albo Ci zależy, albo nie. Pośrodku to możesz być kolegą. Pośrodku to takie lubię Cię, ale tak naprawdę mam Cię w dupie”- autor nieznany. 

Tym cytatem chce rozpocząć dzisiejszy wpis, który miał się pojawić już wczoraj, ale niestety nie było na to czasu. Doba jest naprawdę czasami za krótka. ! 

Ostatnio nasłuchałam się wielu sytuacji, które są właśnie takim czymś, czyli w sumie to niczym. Co mam na myśli? Otóż sytuacje kiedy jesteście koleżeństwem, jednej ze stron zależy bardziej niż drugiej i wolą tkwić w takim czymś niż stracić tego ów kolegę. Co to jednak daje? W zasadzie to nic poza tym, że pewne są dwa rozwiązania. Pierwsze z nich bardziej pozytywne, że z czasem to przerodzi się w coś poważnego i stworzycie świetny związek, który będzie wypełniony po brzegi miłością. To drugie rozwiązanie to smutek i cierpienie, i zdanie przyjaciółki krótko stwierdzające : ” mówiłam Ci, że tak będzie”.

Facet nie chce związku, ale dobrze się z Tobą bawi. Fajnie Wam się spędza czas, śmiejecie się, sporo żartujecie, robicie rzeczy których na pewno przez długi czas oboje nie zapomnicie. Chodzicie na randki, ale które przecież na dobrą sprawę nie są randkami, dużo piszecie, myślisz o nim jak idziesz spać, gdy wstajesz zastanawiasz się, czy też już wstał, bądź nawet zasypiasz obok niego i widzisz jak się budzi. Dzielisz się z nim najskrytszymi marzeniami, celami, sekretami. Czego wiesz, że nie powinnaś robić, bo masz tego świadomość, że jesteście innym typem koleżeństwa, bo do normalnego koleżeństwa Wam daleko, a jeszcze dalej do związku. 

Jesteś zazdrosna jak wychodzi gdzieś bez Ciebie, bo przecież będąc Twoim kolegą może robić co chce, może poznać dziś nową koleżankę i zacząć się z nią spotykać, a Tobie nic do tego, bo przecież nic Ci nie obiecywał. Ba! Nawet mu uwagi nie zwracasz, bo wiesz, że nie masz do tego najmniejszych podstaw. 

Dlaczego się na to godzisz? Przecież wiesz, że i tak będziesz cierpiała skoro od razu zaznaczył, że nic z tego nie będzie. Mimo to idziesz w to, idziesz w to, bo ciągle żyjesz złudną nadzieją, że może jednak? Może jednak pewnego dnia się obudzi i dojdzie do pewnego wniosku, że jesteś dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką. Może dojdzie do wniosku, że takich kobiet jak Ty jest bardzo mało,  że takiej jak Ty, to już nigdy nie pozna. Hmmm…. może i tak będzie, ale w większości przypadków jak nie postawisz na samym początku sprawy jasno, czarno na białym nie powiesz ” chce z Tobą być, chce z Tobą tworzyć związek, chce iść tą drogą” to pozwolisz na to, aby ta druga osoba Cię bezkarnie raniła. No cóż przecież najwyżej powie „nie”, wtedy będziesz wiedziała na czym stoisz, i że nie warto w to dalej brnąć. 

Wiem co mówię i zapewne jakaś część z Was była w takiej sytuacji. Ja swego czasu pozwoliłam sobie na to samo, na to że poszłam dalej drogą, która i tak wiedziałam jak się skończy. Dzisiaj? Dzisiaj mogę mieć jedynie pretensje do samej siebie, ale też się wiele nauczyłam. Nauczyłam się, że jeżeli ktoś Cię nie akceptuje taką jaką jesteś to nie warto brnąć w to dalej. Nauczyłam się, że jeżeli druga osoba mówi ” jesteś jedna z lepszych osób jakie poznałem w swoim życiu” po czym potrafi sprzedać Ci wiązankę niemiłych słów, to albo to pierwsze jest kłamstwem a drugie prawdą, bądź na odwrót. Nauczyłam się, że szukam osoby, która będzie budowała ze mną „dzisiaj”, która będzie chciała być ze mną i tworzyć przyszłość, a nie zwracać uwagę na przeszłość, w której tej osoby nie było.  Wiem, że dziś nie pójdę już na taką relację. Staram się jednak widzieć wszędzie plusy, tu też je widzę. Jestem bogatsza o nowe doświadczenia. 

Czy usłyszałaś kiedykolwiek zdanie ” spotykajmy się i zobaczymy co z tego będzie”? Osobiście uważam, że takie stwierdzenie nie wróży niczego dobrego, albo ustalamy cel naszej znajomości i dążymy do bycia razem, i albo nie wyjdzie i się pożegnamy, albo wyjdzie i będziemy szczęśliwi. Zdanie jakie cytuje wyżej jest dla mnie czymś na zasadzie : jak jesteś to jest super, a jak Cię nie ma to będzie inna. Słysząc takie zdanie uważam, że druga osoba nie skupia na mnie tyle uwagi i nie wnosi tyle zaangażowania do naszej relacji ile powinna, aby coś faktycznie z tego było. 

Wiele z nas otacza się facetami, z którymi wiemy, że nie będziemy, wiemy że nie są nas warci. Robią nam wiele problemów, scen zazdrości, pretensji, zabraniają wielu rzeczy, są cwaniakami, etatowymi podrywaczami, a mimo to nas kręcą i chętnie wchodzimy z nimi  w takie własnie koleżeńskie relacje. Na koniec zostajemy same, zranione i mamy pretensje do całego świata o to co się stało, ale kochanie jesteś sama sobie winna. 

Dziś mam odwagę o tym pisać i mówić, że nie słuchałam innych kiedy mówili i radzili. Jak każdy wolałam przekonać się na własnej skórze, czy mają rację. Podświadomie chciałam im udowodnić, że się mylą, bo ja wierzę w tego faceta, że nie jest taki jakim go widzą inni. 

Może któraś  z Was odnajdzie w tym wpisie samą siebie. Swoją historię, może trochę podobną, a  może całkiem inną. Jedna rzecz, to wiedzieć kiedy trzeba odpuścić. Nawet jeżeli ma to boleć, bo każdy ból kiedyś mija, a Ty jesteś słonko zbyt wartościowa, żeby płakać nocami do poduszki, a rano nakładać uśmiech na twarz wraz z makijażem i udawać, że jest dobrze. 

Ten wpis nie tyczy się jedynie kobiet, pewnie wielu facetów było, jest lub będzie w takiej sytuacji. 

Wiem jedno, nie można mieć do nikogo pretensji. Sami jako dorośli ludzie podejmujemy pewne życiowe decyzje, za które później ponosimy konsekwencje. Na pewno nie żałować, bo nie ma czego, jakieś dobre chwile przecież były. Żałować nie wolno, trzeba jednak dokonywać zmian i dobrych wyborów. 

Szerokim łukiem obchodzę sytuację pośrednie, albo coś nas łączy, albo nic nas nie łączy. Godzę się na to, co mi pasuje, z czym czuje się dobrze sama ze sobą i coś co nie koliduje z moim wewnętrznym „ja”. 

W głowie dalej kłębi się wiele myśli, ale staram się je szybko wymazywać i mówię ” ta szklanka nie może być ciężarem”. Jeżeli nie wiecie co mam na myśli, poniżej znajdziecie odpowiedź. Dobrego wieczoru wszystkim z   osobna ! 

 

Psycholog wygłaszał wykład dla bardzo świadomej publiczności.

Na początku swojego wystąpienia wziął szklankę wody i pokazał ją słuchaczom. Wszyscy szykowali się już do odpowiedzi na słynne pytanie: „czy ta szklanka jest w połowie pełna, czy w połowie pusta?”.  Zamiast tego, z lekkim uśmiechem na twarzy, zapytał: „ile waży ta szklanka?”. Odpowiedzi wahały się w granicach od 200 do 400 gramów.

„Waga szklanki tak na prawdę nie ma żadnego znaczenia”, odpowiedział. „Wszystko zależy od tego ile czasu będę ją trzymał. Jeśli będzie to minuta – żaden problem. Po godzinie zacznie mnie boleć ręka. Jeżeli jednak będę próbował ją trzymać cały dzień, to w pewnym momencie stracę w niej czucie, a w ekstremalnym przypadku może nawet stracę rękę. W każdym z tych przypadków waga szklanki jest taka sama, ale im dłużej ją trzymam, tym ‚cięższa’ się staje.”

Stres i zmartwienia są jak ta szklanka wody. Myślisz o nich przez moment i nic się nie dzieje. Im dłużej Cie jednak dręczą, tym bardziej zaczynają boleć. A jeśli cały dzień będziesz zamartwiać się tym, co stresujące w Twoim życiu, to w pewnym momencie, nie będziesz w stanie zrobić nic innego. Więc spróbuj tego: odłóż szklankę na miejsce.

:lol:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>