Bez tytułu

….. Nie, to nie był strach, bo przecież jestem dorosłym facetem i nie odczuwam czegoś takiego. Ok boje się biedy, śmierci, boje się, że całe życie będę zasypiał sam, że stracę pracę i nie będę miał kasy na ulubione papierosy, ale to co odczuwałem wtedy kiedy ją poznałem nie było strachem. W sumie nie wiem czym było, ale tamtego dnia kiedy postanowiłem do niej napisać po mega udanej randce, wiem że wkroczyłem w kolejny etap. Nie wiedziałem ile to potrwa, ale chciałem żeby jednak trochę potrwało. Nie byłem typem faceta, który piszę do kobiety pierwszy. W zasadzie to byłem typem, który nie przywiązuje wagi do takich znajomości. Byłem typem uwodziciela, podrywałem, wzbudzałem w nich wielki pociąg, myślę, że samym wyglądem, rozmową, bo potrafiłem dać coś więcej niż ładny uśmiech, ale coś czego kobiety od nas wymagają, otóż zainteresowanie. Ona? Jaka była ona? Hm sam nie wiem co mnie w niej zainteresowało. Wkurzała mnie tym, że uważała się za bardzo inteligentną i bystrą, ale nie mogłem zaprzeczyć, była taka. Nigdy jej tego nie powiedziałem, bo nie chciałem, aby się przywiązała, nie chciałem żeby kojarzyła i pamiętała mnie z kimś kto w nią wierzy, kto ją wspiera, bo takie rzeczy przywiązują, a ja nie chciałem żeby się do mnie przywiązała. Była też nieźle zakręcona, śmiesznie układała usta jak mówiła i miała zabawny śmiech. Może to tego śmiechu chciałem jeszcze posłuchać? Sam nie wiem, po prostu odczuwałem chęć jej zobaczenia. Dlatego napisałem.

Ta potrzeba jej widywania, spędzania z nią czasu, trwała dość długo jak na mnie, bo kilka miesięcy. W pewnym momencie sam się pogubiłem i nie wiedziałem ile to już trwa. Gorzej, że zaczęło mi się to podobać. Nie mieszkałem sam, ale miałem swój pokój. Mieszkanie dzieliłem z trzema kolegami, więc kiedy do nas przychodziła, przynosiła ze sobą wiele radości. Jej uśmiech wypełniał wszystkie pomieszczenia. Stałem się o nią zazdrosny, co nie było do mnie podobne, co zaczęło mi przeszkadzać, nigdy się tak nie zachowywałem.

Spodobało mi się to, że nie zasypiam sam. Lubiłem ją przytulać kiedy oboje zasypialiśmy, czuć jej ciało kiedy się budziłem. Pilnowałem żeby nie marzła, zarzucałem na nią kołdrę. Z nią mogłem sobie pozwolić na spłatanie dłoni podczas snu, na spłatanie stóp, na leżenie do góry tyłkiem przez cały dzień bez poczucia, że marnuje czas, bo spędzałem go z nią. Wspólne śniadania, spacery, gotowanie, co u mnie to gigantyczna zmiana, bo do tej pory żywiłem się tym co znalazłem w słoikach od mamy. Nauczyła mnie jeść regularnie, chodzić na siłownie i żyć chwilą. Zawsze powtarzała, że trzeba żyć chwilą i nie zważać na to co mówią inni, iść za głosem serca i żyć w zgodzie ze sobą.

Nie przeszkadzała  mi jej obecność, nie nudziła mnie, ale to wszystko mnie przerosło. Niczego ode mnie nie wymagała, może to, to? Żyliśmy sobie bez żadnych zobowiązań, a ja nie chciałem wychodzić z jakimiś deklaracjami, bo to nie było w moim zwyczaju. Ba! Te kilka miesięcy nie było nigdy w moim zwyczaju, to jak się przy niej zmieniłem, na lepsze, uświadomiło mi, że prawdopodobnie tak smakuje zakochanie i miłość. Chciałem żeby dzieliła się ze mną swoim życiem, chciałem być tym jedynym, tym który pamięta o jej urodzinach, pamięta o jej ważnych rozmowach w pracy, zna jej rodzinę i znajomych. Tym do którego przychodzi po radę, tym któremu się żali, że ma zły dzień, tym który zasypia przy niej i widzi ją rano nieumalowaną biegnącą do łazienki, bo jak zwykle ustawiła za dużo drzemek i za chwilę spóźni się do pracy.

Mogę powiedzieć tylko tyle, spierdoliłem sprawę. Przestraszyłem się tego, tego czegoś co rodziło się między nami. Zacząłem mniej pisać, oczywiście mówiąc jej, że nic się nie dzieje, i że nic się między nami nie zmieniło. Przestałem spędzać z nią tyle czasu, zacząłem więcej wychodzić do klubów, jak kiedyś, kiedy jej jeszcze nie znałem. Myślałem, że dzięki temu, że wrócę do poprzedniego życia, przed jej poznaniem, stanę się ponownie podrywaczem. Niestety, stare powiedzenie mówi, że ilość nigdy nie idzie z jakością. Poznawałem wiele kobiet, jak kiedyś. Niektóre na pierwszy rzut oka, okazywały się interesujące. Niestety po pierwszym spotkaniu czar gdzieś się ulatniał. Żadna nie miała nic do zaoferowania poza swoim wyglądem i własnym JA. Strata czasu, pomyślałem. Ona dalej pisała, a ja dalej utrzymywałem z nią kontakt, jednak sam zauważyłem, że z czasem przestała pisać. Przestała pytać co u mnie, potrafiła nie odzywać się kilka dni. Kiedy to ja pisałem, zawsze odpisywała, ale czuć było między nami dystans.

Od tamtego czasu, czasu który jej poświęciłem i czasu kiedy wszystko skończyłem, mija kilka miesięcy. Niestety nigdy nie byłem w  tym dobry, więc nie umiem stwierdzić czy mija trzy czy pięć miesięcy, a może to przez to, że jestem tym dalej strasznie przybity, a moja duma nie pozwala mi na to, żeby się do tego przyznać? Sam nie wiem. Jestem z kimś, poznałem Ankę jakiś czas temu. Jest świetną kobietą, ale niestety daleko jej do Moniki. Może to nie na miejscu, że robię nadzieje biednej dziewczynie, która nie jest niczemu winna, z nadzieją, że dzięki niej zapomnę o Monice, ale dalej coś mi zostało z chuja. Wiem, że Monika też ma kogoś. Było by to dość dziwne gdyby taka kobieta jak ona była sama. Pluje sobie w brodę, że mogłem tak spieprzyć, ale może jeszcze kiedyś będzie okazja spotkać ją gdzieś, usłyszeć ten zabawny śmiech i wymienić kilka zdań. Może wtedy ponownie coś między nami zaiskrzy, a wtedy nie wypuszczę jej tak łatwo jak zrobiłem to ostatnim razem.

Dbajmy o tych, którzy poświęcają nam swój czas. O tych, którzy potrafią dać nam wiele szczęścia, samą obecnością bez zbędnych drogich prezentów. O tych, którzy dbają o nas i zawsze mają nas na uwadze. Ja popełniłem ten błąd, nie zrobiłem tego, a dziś ponoszę tego konsekwencję……

Bez tytułuJedna myśl nt. „

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>