ZAWIŚĆ <3

Dużo czasu minęło od ostatniego wpisu. Może gdyby nie ostatnie wydarzenia minęłoby go jeszcze więcej. To oznacza, że coś mnie skłoniło do tego żeby siąść przed komputerem i wylać kilka myśli, które siedzą mi w głowie.

Czasy mamy takie a nie inne i więcej w nas jadu niż współczucia, chęci sprawienia komuś bezinteresownie przyjemności. Wolimy zazdrościć, twierdzić, że jak komuś coś wychodzi to na pewno z innych powodów niż dawania z siebie 150 %, angażowaniu się w swoją pracę, chęci pięcia się do góry… Jak to możliwe, że Twoja koleżanka, która znasz bardzo długo i w zasadzie nigdy bardzo się od siebie nie różniłyście, ma pieniądze na wakacje nad włoskim morzem, a Ty musisz liczyć kasę i zastanawiać się, czy w tym roku zobaczysz Polskie morze. Zastanawiasz się dlaczego Ty w dalszym ciągu musisz patrzeć na to co kupujesz, a ona znów może się pochwalić nową torebką, myślisz czy w tym miesiącu wystarczy Ci do kolejnej wypłaty, a ona właśnie w tym momencie przychodzi i mówi, że w najbliższym czasie wybiera się na wyspy Kanaryjskie. Kiedy idziesz na zakupy spożywcze to omijasz szerokim łukiem półkę ze zdrową żywnością, bo wiesz, że nie stać Cię na makaron za 12 zł, a za 3 zł.

Nie zrozum mnie źle, to nic złego, że ktoś ma mniej, a ktoś ma więcej, ale wiesz co jest złe? To jak to tłumaczysz. To jak tłumaczysz swój brak, a czyjś nadmiar. Wiesz co mam na myśli ? Te głupie argumenty typu : jej było łatwiej, bo ona ma bogatych rodziców, jej było łatwiej, bo studiuje zaocznie i mogła pójść do pracy, kiedy to ja musiałam chodzić na wykłady i zaliczać egzaminy… a zastanawiałaś się kiedyś, czy zrobiłaś coś w tym kierunku, aby osiągnąć to czego chcesz, to o czym marzysz?

Obracam się w towarzystwie ludzi, którzy poszli na studia dzienne i zaoczne, kwestia wyboru i tego nie komentuje. Ci ludzie powybierali przeróżne kierunki. Jedni z nich pracowali od samego początku, bo faktycznie mieli większe możliwości. Taki student co chodzi do szkoły co dwa tygodnie ma większe możliwości operowania swoim grafikiem niż ten co chodzi codziennie na zajęcia. Byli i tacy co studiowali dziennie i też szli do pracy. Bywało ciężko, ale dali radę, ale są i też tacy, którzy wykorzystali okres studiów, czy to zaocznych, czy też dziennych na kontynuacje życia imprezowego.

Co się dzieje dzisiaj? Zaoczni i pracujący mają kilkuletnie doświadczenie w pracy i często ekstra posadę, która tak samo często odbiega od ich kierunku studiów (taki mamy klimat). Ci dzienni pracujący często mają to co zaoczni, a co ma ta pozostała część imprezujących ? Otóż często wygórowane wymagania względem zarobków i pracy jaką chcą wykonywać. Roszczenia względem sytuacji w państwie, bo to wina państwa, że on po studiach nie ma pracy. Ok zgodzę się z tym w jakimś stopniu, ale nie w zupełności. Zgodzę się jedynie z jednym, że Ci co chcą to po prostu mogą, idą po swoje! Niezależnie od sytuacji w państwie, niezależnie od sytuacji w rodzinie, niezależnie od tego co mówią inni. Chcieć to móc. Mam obok siebie tyle wspaniałych kobiet, które mogą pochwalić się swoimi osiągnięciami, że sama czasami myślę, że nie zdają sobie sprawy jakie są wspaniałe i jak sobie doskonale radzą.

Boli  mnie to dlatego o tym piszę, boli mnie ludzka zawiść, że jak już ktoś ma to musiał to dostać, a nie zapracować sobie na to.

Opiszę Wam na koniec pewną historię, która przydarzyła się mojemu koledze kiedy to jeszcze mieszkał sam i lubił chodzić do pobliskiego sklepu po bułeczki. Pani ekspedientka mówi mu kiedyś, że jest bardzo zła na państwo, bo rolnicy muszą płacić KRUS-y i ZUSY w jakiejś bardzo małej kwocie, a ona za prowadzenie sklepu płaci bardzo wysokie podatki i jaka to sprawiedliwość. Na co mój kolega rozjaśnił Pani jej jakże wąskie myślenie, że zamiast żądać od państwa i od partii, którą sami wybraliśmy sprawiedliwości, której jak wiemy nigdy nie ma i nie będzie, że zamiast życzyć ludziom gorzej (bo ja nie wspomniałam, że ta Pani chętnie by zwiększyła te wszystkie opłaty rolnikom tak aby płacili tyle ile ona sama ), zacznijmy chcieć mieć tak dobrze jak inni, ale nie ich kosztem, ale własną pracą! Bo nie wiedzieć czemu Pani wolała podwyższyć podatki rolnikom i wyrównać ich do swoich, niż walczyć o obniżenie ich sobie? Ach Ci ludzie :)

 

Dobrej niedzieli ludzie i mniej zawiści <3

Czy to depresja?

- Ja chyba mam depresję- powiedziała Ola do Asi.

- Co Ty pierdolisz? weź przestań, napij się piwa, bo wygadujesz jakieś głupoty. Wiesz co to w ogóle depresja? Ty jej na pewno nie masz, taka zabawna, wiecznie uśmiechnięta osoba jak Ty, nie może jej mieć, rozumiesz?

Znacie to? Ile razy słyszeliście jak ktoś z Waszych bliskich tak mówi,a Wy reagujecie jak Asia? Może ani razu, a może kilka razy. Może od różnych osób, a może ciągle od tej samej ?

Nie jestem psychologiem i pewnie jak większość z Was nie wiem czym dokładnie jest depresja. Nie potrafiłabym jej wyjaśnić w sposób konkretny i medyczny, ale wiem, że jest chorobą dziś dość powszechną. Wiele osób się z nią zmaga, ale i też wiele osób nie wie, że ma styczność z jej początkiem.

Miałam osatnio przyjemność rozmawiać z osobą, która chorowała na depresję i miała odwagę pójść z tym problemem do psychologa. Można powiedzieć zrobiła przede wszystkim pierwszy, najważniejszy krok: przyznała się, że potrzebuje pomocy. Chodziła przez długi czas na terapię, która dzięki Bogu jej pomogła. Jej praca i wiara w to, że będzie lepiej, determinacja i pomoc przede wszystkim Pani psycholog, pozwoliła tej osobie wrócić do normalnego życia. Nie ukrywam, bo z ciekawości zadałam jej pytanie jak do tego doszła, że ma depresję. Otóż depresji nie da się tak łatwo zidentyfikować, bo ile razy nie chciało się Wam wstać z łóżka i nie wychodzić z niego cały dzień? Ile razy nie mieliście ochoty na spotkanie ze znajomymi, na wyjście do klubu, na pójście do pracy? Zapewne wiele razy, bo takie dni ma każdy z nas, ale tu pojawiają się dwa pytania:

1. Czy pozwalasz sobie na to?

2. Czy taka niechęć do życia pojawia się rzadko, czy może zbyt często, a mimo to nie chcesz zdać sobie sprawy, że masz problem ?

Wiadomo każdy z nas ma gorszy dzień i to w dużej mierze zależy od naszego charakteru i siły woli, czy pomimo gorszego dnia pozwalamy sobie na to, aby nie wychodzić z łóżka, czy może wręcz przeciwnie mówimy „szkoda życia” i idziemy dalej. Zdaje sobie jednak sprawę, że czasami nie jest to takie łatwe, bo jak to mówią zawsze lepiej radzić niż wdrażać rady w swoje życie. Poza tym depresja nie objawia się tylko takimi przykładami, depresja to nie tylko leżenie w łóżku 24/7/365. Tu zainteresowanych odsłyłam do medycznych podręczników, które na pewno wyjaśnią genezę choroby i jej wszystkie możliwe objawy.

Sama  jednak niejednokrotnie nie mam ochoty wyjść z łóżka, nie mam ochoty szykować się do pracy, bo pada pytania „kto mnie tam widzi”, „dla kogo ja mam się stroić”, wiele razy zadaje sobie pytanie „czy to wszystko ma sens”?. Wiele razy nie mam chęci iść do pracy, nie mam ochoty prowadzić setny raz tego samego szkolenia, ale mam silny charakter, wiele bliskich i życzliwych osób wokół siebie i wiarę, że to wszystko właśnie ma SENS. 

Wiem też jednak, że jak ktoś mi oznajmia ” ja to mam chyba depresję”, nie należy tego bagatelizować. To choroba, która w tych czasach dotyka wielu z nas. Nawet Twoją wiecznie wesołą koleżankę, która może jedynie grać, udawać a kiedy nikt nie widzi, płaczę w poduszkę i nie widzi sensu życia.

Pewnie wielu z Was zna bardzo sławny cytat, niestety zmarłego już aktora, Robina Williamsa ” Wystarczy tylko się uśmiechnąć, by ukryć zranioną duszę, i nikt nawet nie zauważy, jak bardzo cierpisz”. Ten cytat dobrze opisuje reakcję Asi na wyznanie jej koleżanki. Asia nie zdawała sobie sprawy, że jej wiecznie usmiechnięta koleżanka może miec takie problemy, którymi w zasadzie się z nią dzieli. Mimo to i tak jej wyznanie nie było poważnie wziętę pod uwagę, a wręcz przeciwnie, problem został zamieciony pod dywan, a koleżanka została dalej z tym sama.

Piszę dziś o tym, bo sprawa jest mi dość bliska. Osobiście nie borykam się z takim problemem, ale usłyszałam kiedyś od bliskiej mi osoby, że chyba cierpi na depresję. Nie jest to zbyt miłe uczucie kiedy słyszysz to od kogoś takiego. Nie jesteś psychologiem, więc nie wiesz jak pomóc,a w głowie pojawia się milion pytań, przede wszystkim „jak mogę pomóc”? Dzis wiem jedno, nie należy bagatelizować sprawy i nie odwracać się od takich osób. 

Na samym końcu podrzucam link z filmem, który zapewne juz widzieliście, ale kolejna odsłona nikomu nie zaszkodzi, a może komuś otworzy oczy ?



Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli <3

Sytuacje pośrednie

” Albo Ci zależy, albo nie. Pośrodku to możesz być kolegą. Pośrodku to takie lubię Cię, ale tak naprawdę mam Cię w dupie”- autor nieznany. 

Tym cytatem chce rozpocząć dzisiejszy wpis, który miał się pojawić już wczoraj, ale niestety nie było na to czasu. Doba jest naprawdę czasami za krótka. ! 

Ostatnio nasłuchałam się wielu sytuacji, które są właśnie takim czymś, czyli w sumie to niczym. Co mam na myśli? Otóż sytuacje kiedy jesteście koleżeństwem, jednej ze stron zależy bardziej niż drugiej i wolą tkwić w takim czymś niż stracić tego ów kolegę. Co to jednak daje? W zasadzie to nic poza tym, że pewne są dwa rozwiązania. Pierwsze z nich bardziej pozytywne, że z czasem to przerodzi się w coś poważnego i stworzycie świetny związek, który będzie wypełniony po brzegi miłością. To drugie rozwiązanie to smutek i cierpienie, i zdanie przyjaciółki krótko stwierdzające : ” mówiłam Ci, że tak będzie”.

Facet nie chce związku, ale dobrze się z Tobą bawi. Fajnie Wam się spędza czas, śmiejecie się, sporo żartujecie, robicie rzeczy których na pewno przez długi czas oboje nie zapomnicie. Chodzicie na randki, ale które przecież na dobrą sprawę nie są randkami, dużo piszecie, myślisz o nim jak idziesz spać, gdy wstajesz zastanawiasz się, czy też już wstał, bądź nawet zasypiasz obok niego i widzisz jak się budzi. Dzielisz się z nim najskrytszymi marzeniami, celami, sekretami. Czego wiesz, że nie powinnaś robić, bo masz tego świadomość, że jesteście innym typem koleżeństwa, bo do normalnego koleżeństwa Wam daleko, a jeszcze dalej do związku. 

Jesteś zazdrosna jak wychodzi gdzieś bez Ciebie, bo przecież będąc Twoim kolegą może robić co chce, może poznać dziś nową koleżankę i zacząć się z nią spotykać, a Tobie nic do tego, bo przecież nic Ci nie obiecywał. Ba! Nawet mu uwagi nie zwracasz, bo wiesz, że nie masz do tego najmniejszych podstaw. 

Dlaczego się na to godzisz? Przecież wiesz, że i tak będziesz cierpiała skoro od razu zaznaczył, że nic z tego nie będzie. Mimo to idziesz w to, idziesz w to, bo ciągle żyjesz złudną nadzieją, że może jednak? Może jednak pewnego dnia się obudzi i dojdzie do pewnego wniosku, że jesteś dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką. Może dojdzie do wniosku, że takich kobiet jak Ty jest bardzo mało,  że takiej jak Ty, to już nigdy nie pozna. Hmmm…. może i tak będzie, ale w większości przypadków jak nie postawisz na samym początku sprawy jasno, czarno na białym nie powiesz ” chce z Tobą być, chce z Tobą tworzyć związek, chce iść tą drogą” to pozwolisz na to, aby ta druga osoba Cię bezkarnie raniła. No cóż przecież najwyżej powie „nie”, wtedy będziesz wiedziała na czym stoisz, i że nie warto w to dalej brnąć. 

Wiem co mówię i zapewne jakaś część z Was była w takiej sytuacji. Ja swego czasu pozwoliłam sobie na to samo, na to że poszłam dalej drogą, która i tak wiedziałam jak się skończy. Dzisiaj? Dzisiaj mogę mieć jedynie pretensje do samej siebie, ale też się wiele nauczyłam. Nauczyłam się, że jeżeli ktoś Cię nie akceptuje taką jaką jesteś to nie warto brnąć w to dalej. Nauczyłam się, że jeżeli druga osoba mówi ” jesteś jedna z lepszych osób jakie poznałem w swoim życiu” po czym potrafi sprzedać Ci wiązankę niemiłych słów, to albo to pierwsze jest kłamstwem a drugie prawdą, bądź na odwrót. Nauczyłam się, że szukam osoby, która będzie budowała ze mną „dzisiaj”, która będzie chciała być ze mną i tworzyć przyszłość, a nie zwracać uwagę na przeszłość, w której tej osoby nie było.  Wiem, że dziś nie pójdę już na taką relację. Staram się jednak widzieć wszędzie plusy, tu też je widzę. Jestem bogatsza o nowe doświadczenia. 

Czy usłyszałaś kiedykolwiek zdanie ” spotykajmy się i zobaczymy co z tego będzie”? Osobiście uważam, że takie stwierdzenie nie wróży niczego dobrego, albo ustalamy cel naszej znajomości i dążymy do bycia razem, i albo nie wyjdzie i się pożegnamy, albo wyjdzie i będziemy szczęśliwi. Zdanie jakie cytuje wyżej jest dla mnie czymś na zasadzie : jak jesteś to jest super, a jak Cię nie ma to będzie inna. Słysząc takie zdanie uważam, że druga osoba nie skupia na mnie tyle uwagi i nie wnosi tyle zaangażowania do naszej relacji ile powinna, aby coś faktycznie z tego było. 

Wiele z nas otacza się facetami, z którymi wiemy, że nie będziemy, wiemy że nie są nas warci. Robią nam wiele problemów, scen zazdrości, pretensji, zabraniają wielu rzeczy, są cwaniakami, etatowymi podrywaczami, a mimo to nas kręcą i chętnie wchodzimy z nimi  w takie własnie koleżeńskie relacje. Na koniec zostajemy same, zranione i mamy pretensje do całego świata o to co się stało, ale kochanie jesteś sama sobie winna. 

Dziś mam odwagę o tym pisać i mówić, że nie słuchałam innych kiedy mówili i radzili. Jak każdy wolałam przekonać się na własnej skórze, czy mają rację. Podświadomie chciałam im udowodnić, że się mylą, bo ja wierzę w tego faceta, że nie jest taki jakim go widzą inni. 

Może któraś  z Was odnajdzie w tym wpisie samą siebie. Swoją historię, może trochę podobną, a  może całkiem inną. Jedna rzecz, to wiedzieć kiedy trzeba odpuścić. Nawet jeżeli ma to boleć, bo każdy ból kiedyś mija, a Ty jesteś słonko zbyt wartościowa, żeby płakać nocami do poduszki, a rano nakładać uśmiech na twarz wraz z makijażem i udawać, że jest dobrze. 

Ten wpis nie tyczy się jedynie kobiet, pewnie wielu facetów było, jest lub będzie w takiej sytuacji. 

Wiem jedno, nie można mieć do nikogo pretensji. Sami jako dorośli ludzie podejmujemy pewne życiowe decyzje, za które później ponosimy konsekwencje. Na pewno nie żałować, bo nie ma czego, jakieś dobre chwile przecież były. Żałować nie wolno, trzeba jednak dokonywać zmian i dobrych wyborów. 

Szerokim łukiem obchodzę sytuację pośrednie, albo coś nas łączy, albo nic nas nie łączy. Godzę się na to, co mi pasuje, z czym czuje się dobrze sama ze sobą i coś co nie koliduje z moim wewnętrznym „ja”. 

W głowie dalej kłębi się wiele myśli, ale staram się je szybko wymazywać i mówię ” ta szklanka nie może być ciężarem”. Jeżeli nie wiecie co mam na myśli, poniżej znajdziecie odpowiedź. Dobrego wieczoru wszystkim z   osobna ! 

 

Psycholog wygłaszał wykład dla bardzo świadomej publiczności.

Na początku swojego wystąpienia wziął szklankę wody i pokazał ją słuchaczom. Wszyscy szykowali się już do odpowiedzi na słynne pytanie: „czy ta szklanka jest w połowie pełna, czy w połowie pusta?”.  Zamiast tego, z lekkim uśmiechem na twarzy, zapytał: „ile waży ta szklanka?”. Odpowiedzi wahały się w granicach od 200 do 400 gramów.

„Waga szklanki tak na prawdę nie ma żadnego znaczenia”, odpowiedział. „Wszystko zależy od tego ile czasu będę ją trzymał. Jeśli będzie to minuta – żaden problem. Po godzinie zacznie mnie boleć ręka. Jeżeli jednak będę próbował ją trzymać cały dzień, to w pewnym momencie stracę w niej czucie, a w ekstremalnym przypadku może nawet stracę rękę. W każdym z tych przypadków waga szklanki jest taka sama, ale im dłużej ją trzymam, tym ‚cięższa’ się staje.”

Stres i zmartwienia są jak ta szklanka wody. Myślisz o nich przez moment i nic się nie dzieje. Im dłużej Cie jednak dręczą, tym bardziej zaczynają boleć. A jeśli cały dzień będziesz zamartwiać się tym, co stresujące w Twoim życiu, to w pewnym momencie, nie będziesz w stanie zrobić nic innego. Więc spróbuj tego: odłóż szklankę na miejsce.

:lol:

24 stycznia

…. Ostatecznie liczy się to, że kochałaś. Tak, pomyślała zamykając kolejną kartkę jej nowego dziennika. Ta myśl miała towarzyszyć jej przez cały dzień, przez całe kolejne pól dnia, przez 8 h w pracy i w drodze powrotnej do domu, kiedy była w sklepie i wybierała banany do owsianki, kiedy szła na siłownie i przebiegała 5 km na bieżni. Przez cały dzień w każdej sekundzie jej nowego życia miała mieć to na uwadze, że najważniejsze jest to, że kiedyś kochała, bo przecież kochała, a może nadal kocha. Sama już nie wiedziała co ma na ten temat myśleć. W zasadzie nie była zadowolona, bo to nie była szczęśliwa miłość, a raczej coś, co ją do dzisiaj rozpierdala od środka. Niszczy każdego dnia jak samolot wieże World Trade Center.

Przez to wszystko, zaczęła się zastanawiać dlaczego kochała, czy faktycznie to wszystko było warte nazwania mianem miłości. Miłość to nie zdanie logiczne, tu nikt Ci nie powie, że zdanie ” Kocham Cię” jest niepowątpiewalne, czy też wręcz przeciwnie. Tu występują przeżycia podmiotu, a tym podmiotem była ona sama, więc wiedziała, co czuje, wiedziała za co go kochała, wiedziała dlaczego się w nim zakochała.

Odetchnęła z ulgą kiedy stanęła przed lustrem, mocno spocona, bo własnie skończyła biegać. Uśmiechnęła się lekko do siebie, tak jak uśmiecha się ktoś kto dochodzi nagle do pewnych wniosków, bo dobrze wiedziała, że są one trafne. Dlaczego stała i uśmiechała się sama do siebie? Bo równie dobrze wie dlaczego już go nie kocha, równie dobrze wie jakim okazał się łajdakiem i cieszyła się sama do siebie, jak cieszy się dziecko, które w końcu zaczęło potrafić tabliczkę mnożenia. Na pozór coś prostego, ale wymagającego czasu, aby pojąć, że nie jest to takie trudne, tylko sami sobie często komplikujemy tę naukę. Z nim było tak samo. Od dłuższego czasu wiedziała, że dojdzie w końcu do takich wniosków, tylko niestety z tabliczką mnożenia poszło jej szybciej niż z nim. W niej nie zdążyła się zakochać za jej dobroć jaką zesłała na nią jej umiejętność. Do dziś nie lubi matematyki, chociaż na studiach ma 4, bo ciotka matematyczka i wstyd byłby w rodzinie.

Usiadła na ławce i dalej patrzyła w lustro, oglądała się w nim prawie codziennie, bo chodzi tu biegać nie od dziś, tylko właśnie dziś nadszedł ten dzień, aby podziękować za miłość jaką mogła obdarować drugą osobę, za szczęście jakie jej dała druga osoba w tamtym, zapewne odpowiednim czasie. Przyszedł też jednak dzień na odpuszczenie i zrozumienie, że tak miało być.

Wzięła telefon. Chciała mu wysłać sms’a, ale znowu się do siebie zaśmiała, bo przecież dawno nie ma już jego numeru. Odpuść, pomyślała.

Wzięła ręcznik i poszła pod prysznic, zmyć z siebie to co niepotrzebne już od bardzo dawna…. tęsknotę za nim….

 

 

Miłego <3

Bez tytułu

….. Nie, to nie był strach, bo przecież jestem dorosłym facetem i nie odczuwam czegoś takiego. Ok boje się biedy, śmierci, boje się, że całe życie będę zasypiał sam, że stracę pracę i nie będę miał kasy na ulubione papierosy, ale to co odczuwałem wtedy kiedy ją poznałem nie było strachem. W sumie nie wiem czym było, ale tamtego dnia kiedy postanowiłem do niej napisać po mega udanej randce, wiem że wkroczyłem w kolejny etap. Nie wiedziałem ile to potrwa, ale chciałem żeby jednak trochę potrwało. Nie byłem typem faceta, który piszę do kobiety pierwszy. W zasadzie to byłem typem, który nie przywiązuje wagi do takich znajomości. Byłem typem uwodziciela, podrywałem, wzbudzałem w nich wielki pociąg, myślę, że samym wyglądem, rozmową, bo potrafiłem dać coś więcej niż ładny uśmiech, ale coś czego kobiety od nas wymagają, otóż zainteresowanie. Ona? Jaka była ona? Hm sam nie wiem co mnie w niej zainteresowało. Wkurzała mnie tym, że uważała się za bardzo inteligentną i bystrą, ale nie mogłem zaprzeczyć, była taka. Nigdy jej tego nie powiedziałem, bo nie chciałem, aby się przywiązała, nie chciałem żeby kojarzyła i pamiętała mnie z kimś kto w nią wierzy, kto ją wspiera, bo takie rzeczy przywiązują, a ja nie chciałem żeby się do mnie przywiązała. Była też nieźle zakręcona, śmiesznie układała usta jak mówiła i miała zabawny śmiech. Może to tego śmiechu chciałem jeszcze posłuchać? Sam nie wiem, po prostu odczuwałem chęć jej zobaczenia. Dlatego napisałem.

Ta potrzeba jej widywania, spędzania z nią czasu, trwała dość długo jak na mnie, bo kilka miesięcy. W pewnym momencie sam się pogubiłem i nie wiedziałem ile to już trwa. Gorzej, że zaczęło mi się to podobać. Nie mieszkałem sam, ale miałem swój pokój. Mieszkanie dzieliłem z trzema kolegami, więc kiedy do nas przychodziła, przynosiła ze sobą wiele radości. Jej uśmiech wypełniał wszystkie pomieszczenia. Stałem się o nią zazdrosny, co nie było do mnie podobne, co zaczęło mi przeszkadzać, nigdy się tak nie zachowywałem.

Spodobało mi się to, że nie zasypiam sam. Lubiłem ją przytulać kiedy oboje zasypialiśmy, czuć jej ciało kiedy się budziłem. Pilnowałem żeby nie marzła, zarzucałem na nią kołdrę. Z nią mogłem sobie pozwolić na spłatanie dłoni podczas snu, na spłatanie stóp, na leżenie do góry tyłkiem przez cały dzień bez poczucia, że marnuje czas, bo spędzałem go z nią. Wspólne śniadania, spacery, gotowanie, co u mnie to gigantyczna zmiana, bo do tej pory żywiłem się tym co znalazłem w słoikach od mamy. Nauczyła mnie jeść regularnie, chodzić na siłownie i żyć chwilą. Zawsze powtarzała, że trzeba żyć chwilą i nie zważać na to co mówią inni, iść za głosem serca i żyć w zgodzie ze sobą.

Nie przeszkadzała  mi jej obecność, nie nudziła mnie, ale to wszystko mnie przerosło. Niczego ode mnie nie wymagała, może to, to? Żyliśmy sobie bez żadnych zobowiązań, a ja nie chciałem wychodzić z jakimiś deklaracjami, bo to nie było w moim zwyczaju. Ba! Te kilka miesięcy nie było nigdy w moim zwyczaju, to jak się przy niej zmieniłem, na lepsze, uświadomiło mi, że prawdopodobnie tak smakuje zakochanie i miłość. Chciałem żeby dzieliła się ze mną swoim życiem, chciałem być tym jedynym, tym który pamięta o jej urodzinach, pamięta o jej ważnych rozmowach w pracy, zna jej rodzinę i znajomych. Tym do którego przychodzi po radę, tym któremu się żali, że ma zły dzień, tym który zasypia przy niej i widzi ją rano nieumalowaną biegnącą do łazienki, bo jak zwykle ustawiła za dużo drzemek i za chwilę spóźni się do pracy.

Mogę powiedzieć tylko tyle, spierdoliłem sprawę. Przestraszyłem się tego, tego czegoś co rodziło się między nami. Zacząłem mniej pisać, oczywiście mówiąc jej, że nic się nie dzieje, i że nic się między nami nie zmieniło. Przestałem spędzać z nią tyle czasu, zacząłem więcej wychodzić do klubów, jak kiedyś, kiedy jej jeszcze nie znałem. Myślałem, że dzięki temu, że wrócę do poprzedniego życia, przed jej poznaniem, stanę się ponownie podrywaczem. Niestety, stare powiedzenie mówi, że ilość nigdy nie idzie z jakością. Poznawałem wiele kobiet, jak kiedyś. Niektóre na pierwszy rzut oka, okazywały się interesujące. Niestety po pierwszym spotkaniu czar gdzieś się ulatniał. Żadna nie miała nic do zaoferowania poza swoim wyglądem i własnym JA. Strata czasu, pomyślałem. Ona dalej pisała, a ja dalej utrzymywałem z nią kontakt, jednak sam zauważyłem, że z czasem przestała pisać. Przestała pytać co u mnie, potrafiła nie odzywać się kilka dni. Kiedy to ja pisałem, zawsze odpisywała, ale czuć było między nami dystans.

Od tamtego czasu, czasu który jej poświęciłem i czasu kiedy wszystko skończyłem, mija kilka miesięcy. Niestety nigdy nie byłem w  tym dobry, więc nie umiem stwierdzić czy mija trzy czy pięć miesięcy, a może to przez to, że jestem tym dalej strasznie przybity, a moja duma nie pozwala mi na to, żeby się do tego przyznać? Sam nie wiem. Jestem z kimś, poznałem Ankę jakiś czas temu. Jest świetną kobietą, ale niestety daleko jej do Moniki. Może to nie na miejscu, że robię nadzieje biednej dziewczynie, która nie jest niczemu winna, z nadzieją, że dzięki niej zapomnę o Monice, ale dalej coś mi zostało z chuja. Wiem, że Monika też ma kogoś. Było by to dość dziwne gdyby taka kobieta jak ona była sama. Pluje sobie w brodę, że mogłem tak spieprzyć, ale może jeszcze kiedyś będzie okazja spotkać ją gdzieś, usłyszeć ten zabawny śmiech i wymienić kilka zdań. Może wtedy ponownie coś między nami zaiskrzy, a wtedy nie wypuszczę jej tak łatwo jak zrobiłem to ostatnim razem.

Dbajmy o tych, którzy poświęcają nam swój czas. O tych, którzy potrafią dać nam wiele szczęścia, samą obecnością bez zbędnych drogich prezentów. O tych, którzy dbają o nas i zawsze mają nas na uwadze. Ja popełniłem ten błąd, nie zrobiłem tego, a dziś ponoszę tego konsekwencję……

Studia, praca, wydatki, rachunki… czyli prawdziwe życie.

Żyjemy w czasach, że jak sam się nie pochwalisz to nikt Cię nie pochwali. Ludzie są zawistni i każda taka rzecz, że coś Ci wyszło, że Ci się wiedzie itp. powoduje u nich kilogramy zazdrości, która zjada ich od środka. Nie zamykam Was w jednym pudle, żeby nie było, ale sami wiecie jak jest.

Kiedyś na szkoleniu, dziewczyna młodsza ode mnie dobre kilka lat, powiedziała bardzo mądrą rzecz. Od początku. Prowadziłam szkolenie, na sali były same kobietki. W trakcie spotkania, wywiązał się temat ubrań, urody itp. Pamiętam, że powiedziałam wtedy, że zazdroszczę kobietom, które mają piękne, gęste i długie włosy. Wówczas dziewczyna odparła: a ja tam im nie zazdroszczę, w życiu nauczyłam się, że nie powinno się niczego zazdrościć, ponieważ każdy z Nas jest wyjątkowy na swój sposób. Ty im pozazdrościsz włosów, a one Ci czegoś innego, tak to działa. ZATKAŁO mnie. Nie powiedziała nic czego bym wcześniej nie wiedziała, ale takie słowa inaczej trafiają kiedy wypowiada je ktoś inny, a na dodatek wiesz, że MA RACJĘ! :)

Dookoła nas jest wielu ludzi, którzy mają coś, czego my nie mamy, a co chcielibyśmy mieć. Co Cię powstrzymuje? Oglądamy wiele pięknych zdjęć na Instagramie, Facebook’u itp. i zazdrościmy idealnych sylwetek, kobietom które same na to zapracowały. Zamiast wziąć się do pracy, wolimy usiąść wygodnie przed TV i mówić ” od jutra biorę się za siebie”, po czym zabieramy się za zjedzenie pysznej czekolady, z myślą że jedna kostka nam nie zaszkodzi, a za chwilę sięgasz po ostatnią, bo zjadłaś całą tabliczkę :) wiem co mówię :)

Narzekamy, że nie mamy dobrej pracy, że inni to mają super, świetne zarobki i dzisiaj jest im lekko, bo idą do pracy na 8 godzin i dzięki temu mają czas dla siebie. Chodzą na 8 lub 9, bo mają taką możliwość. Kiedy zachorują idą na L4, bo mają taką możliwość. Relaks? Jasna sprawa, w końcu ich firma oferuje im kartę MultiSport, a Ty aby iść na siłownie, musisz kupić karnet. Hm na dodatek akceptowany  tylko na jednej siłowni, a kiedy chcesz iść na basen musisz wydać kolejną kasę na bilet, bo Twój karnet nie daje takich luksusów.

Dobrze, dobrze… narzekać to każdy potrafi, ale pomyślałeś chociaż przez chwilę, że każdy sobie rzepkę skrobię? Otóż zawsze uważałam, że warto iść na studia zaoczne, ponieważ wówczas masz czas na zbieranie doświadczenia. Żyjemy w państwie gdzie tylko nieliczni mają to szczęście, siłę i motywację, aby dążyć do tego, by pracować w  zawodzie. Wiele osób to ludzie mający znajomości w danej branży, Ci nieliczni, którym się udaje to urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą, bądź Ci co stawiają sobie cel i go realizują. Tym wymienionym na samym końcu, chylę czoła.

Nie mówię, że studia dzienne to zła rzecz. Jeżeli masz możliwość studiować dziennie, to też dobrze. Zdaje sobie sprawę, że niektóre kierunki są tak ciężkie, że ciężko byłoby komukolwiek pogodzić weekendową naukę z pracą od poniedziałku do piątku. Jeżeli jednak Twój kierunek nie jest na tyle wymagający, proszę, zastanów się. Mój wybór zaocznego studiowania i pracy od początku przyjazdu do Warszawy, wyszedł mi na dobre. Dodatkowo kiedy słyszysz od kolegi, który jest starszy od Ciebie o 6 lat, zdanie typu : ” wiesz, że Ty masz jedynie 4 miesiące krótszy czas pracy zawodowej niż ja?”. Przypominam, że dzieli nas 6 lat różnicy wieku. To powoduje, że wiem iż moja praca nie idzie na marne.

Takie życie pokazuje również jak naprawdę wygląda codzienne ŻYCIE. Uczysz się, że masz obowiązki. Ustawianie budzika na 6 rano, pobudka. Szykowanie się, bo idziesz do pracy. Tam czekają na Ciebie obowiązki. Szef Cię sprawdza, masz narzucone jakieś cele do zrealizowania. Uczysz się pracy z ludźmi, pracy w grupie. Odpowiedzialności za innych i za swoje błędy, które przecież popełniasz, bo tylko Ci co nie pracują, nie popełniają żadnych błędów. Za swoją pracę, dostajesz wynagrodzenie. Jeżeli ćwiczysz to wynagrodzeniem jest świetna sylwetka, jeżeli ciężko pracujesz, wynagrodzeniem jest Twoja pensja. Teraz pewnie powiesz: ” ta, chyba zapomoga”. No cóż, nie od razu Rzym zbudowano. Nie poddawaj się. Do dziś pamiętam swoją pierwszą pensje, ponad 400 zł. Pracowałam ” na słuchawce”. Sprzedawałam wszystko i nic. Druga wynosiła niewiele więcej, bo około 900 zł. Dzisiaj jestem z siebie zadowolona. To bardzo ważne. Czy jesteś zadowolony z siebie? Czy możesz to sobie, teraz powiedzieć?

Niestety, ale w ostatnim czasie mam przyjemność poznawać w większej ilości bardziej ogarnięte kobiety, niż płeć przeciwną. Z czego to wynika? Sama nie wiem, nie chce tu nikogo krytykować, bo nie w tym rzecz. Mnie osobiście pociągają tylko Ci faceci, którzy mają coś do zaoferowania, poza fajnym żartem i wyglądem. Zapewne zgodzi się ze mną niejedna tu kobieta. Na ostatnim szkoleniu, pewien chłopak podzielił się ze mną pewnym spostrzeżeniem. Otóż powiedział, że zauważa ostatnimi czasy, że bardzo ambitne kobiety przyciągają mniej ambitnych facetów, co z perspektywy czasu nie ma racji bytu. Chyba że masz taką siłę przebicia i potrafisz na niego wpłynąć iż przy Tobie weźmie się za siebie i będzie chciał Ci dorównać. UWAGA! UWAGA! tu nie chodzi o rywalizację, żeby było jasne. W relacji partnerskiej takie pojęcie nie powinno mieć miejsca.

Dochodząc do sedna sprawy, chce Ci powiedzieć, że to od Ciebie zależy, to jakie prowadzisz życie, czy jest ono udane, czy też nie. Wiem, że są różne patowe sytuacje, ale tu o nich nie piszę. Wtedy rozumiem, siła wyższa np. choroba, która nie pozwala nam na realizację pewnych rzeczy. Jeżeli jednak jesteś osobą zdrową, masz ręce i nogi. Potrafisz myśleć sam za siebie, jesteś w pełni świadomy swoich czynów, nikt Cię nie zatrzymuje w Twoim działaniu…. przestań zwalać winę na innych i mówić, że im to jest łatwiej, bo…. tu wpisz sobie sam, te wszystkie rzeczy, które codziennie powtarzasz.

Wstań z łóżka, odetchnij pełną piersią, spójrz za okno. Pomyśl o swojej przyszłości, o tym co Cię czeka za kilka lat jeżeli dalej będziesz robił to co robisz dzisiaj. Zmień coś jeżeli jest Ci źle. Nie bój się. Nie mów, że łatwo mówić. Żyjesz raz. Ponoć człowiek zdaje sobie z tego sprawę dopiero wtedy kiedy był bliski śmierci, dopiero wtedy dochodzimy do wniosku, że życie jest kruche i każdego dnia może być nam odebrane. Nie czekaj na tę chwilę, zacznij od dzisiejszego dnia ! Trzymam za Ciebie kciuki!

Dobrego wieczoru ! <3

Bez tytułu

….Jesień to czas wielu przemyśleń, to czas często występujących załamań, czas kiedy człowiek zastanawia się nad samym sobą i myśli „czy to ma wszystko sens?”. Nie przeczę, że nie robimy tego w innych momentach roku, ale w tym okresie jest totalne nasilenie. Sam fakt, że wstając rano do pracy, zastajesz noc za oknem, a kiedy z niej wracasz, jest już ponownie ciemno. Samo to, może człowieka zdołować. Siedział więc i myślał, czy robi dobrze, czy to jak żyje, jakim jest człowiekiem jest dobre? Czy to, że pozornie układa mu się w  życiu, jest tym czego właśnie, zawsze chciał? Ma piękna kobietę u swego boku, zarabia dobre pieniądze i nie musi martwić się o jutro, oczywiście jeżeli mówimy o kwestiach finansowych, bo u niego nie było takiego pojęcia jak niemartwienie się.  Przeprowadził się do Olsztyna za namową przyjaciela : „tu na pewno znajdziesz pracę w swoim zawodzie”, tak mówił i w zasadzie miał rację. Kamil zaraz po przyjeździe, znalazł dobrze płatną pracę, a cztery lata później, czyli dzisiaj, zarabia tyle, że na studiach takich pieniędzy, nigdy nie widział. W zasadzie nigdy w siebie nie wierzył. Każdy kto go zna, powie,  że jest inteligentny, ale i bardzo leniwy. On sam dobrze o tym wie. Dla niego studia to był czas imprez, a nie uczenia się. „Jeżeli zaliczę to dobrze, a jak nie, to przecież są inne terminy, napijmy się piwa”-  cały Kamil na studiach.

Zapalił właśnie papierosa. Za oknem padał deszcz, w mieszkaniu cisza, bo Zośka wyszła dosyć wcześnie do pracy, a on ma chwilę dla siebie. Rzadko bywa, żeby miał czas dla siebie, na myślenie nad samym sobą. Od kilku lat żyje dla innych, żyje podłóg innych. Ciągle ktoś, coś od niego wymaga. Z Zośką poznali się na studiach, na samym początku nie traktował jej poważnie, ale z czasem ta znajomość przerodziła się w coś poważniejszego. Od jakiegoś czasu zadaje sobie pytanie, czy ją kocha. Wtedy milczy, zapada wielka cisza w jego głowie, a on sam nie wie co sobie odpowiedzieć. Dobrze wie jak jest, ale nie dopuszcza tej myśli. Wie, że bez niej by przepadł. Wie, że jego pieniądze tu nie grają roli, bo przepadłby w takim sensie, że nie wiedziałby co ze sobą zrobić. Musiałby zacząć wszystko od początku, a czy ma na to siłę i ochotę? Otóż nie, bo Kamil dobrze wie, że gra. Zawziął się, że stworzy idealną rodzinę, i że to własnie z Zośką będzie ja budował.

To, że dziś tak siedzi i myśli nie wzięło się z niczego. Widział się z nią jakieś dwa tygodnie temu, i do chwili obecnej nie może mu wyjść z głowy. Nie widział jej dwa lata, a mimo to wzbudza w nim wiele pozytywnych emocji, wspomnień i uczuć. Ona ma to coś, czego zawsze szukał w kobiecie. Uwielbia na nią patrzeć, pożąda jej w każdym momencie kiedy jest obok niego. On wie, że ona czuje to samo, ale oboje wiedzą, że ich szansa minęła. Takie uczucie jakim się darzą nigdy nie ginie, mimo wielu lat i rozłąki. Wiele razy się zastanawiał co by było gdyby…. wtedy uśmiecha się sam do siebie, bo widzi się przy niej. Widzi jak rozczesuje włosy przed snem i denerwuje się, bo znowu jej się źle układają i ma dylemat czy  ściąć czy zostawić. Widzi ich w sobotę jak tańczą w niejednym klubie, razem. Widzi ich razem w łóżku, jak się namiętnie kochają , a ich ciała nie mają siebie dość. Widzi się po powrocie z pracy, i ją czekającą na niego. Widzi wszystko to, co chciał i chce widzieć z Zośką, ale wie że to nigdy nie nastąpi, bo ona nie jest tą.

Zgasił papierosa, w sumie to zaciągnął się tylko trzy razy. Ma 33 lata i wie, że robi źle, a nie ma odwagi nic zmienić. Czy jest tchórzem? Odpowiada sobie za każdym razem, że nie tylko tchórzem ale i chujem, bo okłamuje nie tylko siebie, ale i osoby, które darzą go wielkim uczuciem. To się nigdy nie zmieni, a zawsze sobie powtarzał, że żyje się raz, i ten jeden RAZ ma być udany. Jego nie będzie, bo wbrew sobie, nie będzie niczego zmieniał.

Czas zbierać się do pracy- pomyślał- wstał i odszedł od okna, dalej padał deszcz. …

 

Co ma ilość do jakości? Zupełnie NIC.

Dzisiaj dokładnie dwa momenty spowodowały, że w końcu znalazłam czas na to, aby pojawić się tu ponownie i napisać coś od siebie. Tak jak lubię i tak jak to robiłam wiele razy, przy poprzednich wpisach.

Moment nr 1. ” Pokolenie Ikea” – cytat: „ Ciągle słyszę o młodszych koleżankach: „taka ładna, a sama”. Jakby bycie samemu było okropne. Uważam, że nie ma co wiązać się z byle kim. Namawiam wszystkie panie, by zamiast jeść z podłogi brudną kanapkę, napiły się wody i poczekały na smaczny obiad.
— Hanna Bakuła”

No właśnie! ile razy  to słyszałaś/ słyszałeś? Zapewne wiele razy. Taka ładna, taka fajna, taka miła, taka energiczna, zaradna… bla, bla bla… hola, hola! Czy to wyznacznik tego, że jeżeli ktoś taki jest to od razu musi z kimś być? Otóż nie. Wiadomo, że większość z nas chciałaby kogoś mieć, ale wszystko w swoim czasie i nic na siłę. Wartościowa osoba, powinna trafić na nie mniej wartościową od niej. Takie osoby, jeżeli już się poznają, powinny się motywować, dawać sobie od siebie, dla siebie.

Osobiście uważam, że lepiej być samym, niż być z kimś, po to aby tylko kogoś mieć. To nie sztuka w dzisiejszych czasach, bo wokół nas roi się od potencjalnych partnerów, ale weź znajdź takiego, który będzie coś wart, a nie takiego który będzie interesował się doskonaleniem własnego JA, zamiast doskonaleniem MY. Nie twierdzę, że nie wolno w siebie inwestować, że nie wolno się rozwijać, bo jest to wręcz wskazane. Pamiętajmy przy tym, że jak tworzymy jakąkolwiek relacje, musimy pamiętać, a przynajmniej powinniśmy o drugiej osobie. Liczyć się z nią. Od tego momentu nie jedziesz sama na sylwestra, ale spędzasz go z kimś dla Ciebie ważnym, z kim powinnaś ustalać takie rzeczy. Jeżeli nie jesteś dla przykładu na to gotowa, nie oczekuj i nie narzekaj, że jesteś sama. Do związku należy przede wszystkim dorosnąć, dopiero potem miej pretensje, że na nikogo nie trafiasz. Pamiętaj też, że swój przyciąga swego, to co w Tobie siedzi, przyciągnie do Ciebie takich właśnie ludzi. Nie miej, więc potem pretensji, że źle trafiasz, widać albo do siebie nie pasujecie, albo trafiasz na kogoś podobnego do siebie, co Ci nie odpowiada, bo dlaczego miałoby Ci wychodzić z kimś podobnym do siebie, skoro nie akceptujesz własnego JA?

Akceptacja, następnie dojrzałość emocjonalna, umiejętność życia ze sobą samym, a dopiero potem MY.

Moment 2. Wiemy nie od dziś, że ilość nie przekłada się nigdy na jakość. Wszyscy mogą to zapewne potwierdzić. Ci co nie szukają zabawy, nie skaczą z kwiatka na kwiatek, którzy żyją według pewnych wartości i zasad, Ci co szukają czegoś poważnego, wiedzą o czym mówię. Wiedzą, że w dzisiejszych czasach na każdym kroku mamy możliwość i okazję pójść z kimś do łóżka, zabawić się, napić, przeżyć super noc, ale co nam po tym ? Może kogoś bawią nocne imprezy, co weekend inny partner, zaliczanie, itp. Nie mylmy podrywania, bo tego nie powinniśmy się nigdy wystrzegać. Każdy z nas lubi czuć się atrakcyjny i tak też powinniśmy się czuć. Nasza atrakcyjność podnosi się kiedy jest ktoś nami zainteresowany. Kobiety kochają kokietować i podrywać, to że masz faceta nie zwalnia Cię z możliwości podrywania, abyś dalej czuła się sexy nie tylko dla swojego faceta, ale pamiętaj z tyłu tej swojej pięknej główki, że jak tam gdzieś w domu, czeka na Ciebie ten wymarzony, na którego czekałaś i wiesz, że go kochasz…. zakończ tylko na podrywie, na zwiększeniu swojej atrakcyjności, wróć grzecznie do domu, ucałuj go, kochaj się z nim, daj mu do zrozumienia, że jest tylko on i żaden inny.

W swoim co prawda krótkim życiu, poznałam niewielu fajnych facetów, którzy poza własnym wyglądem, mieli coś do zaoferowania. Dzisiejsza rozmowa, z jednym z nich, dała mi właśnie kopa pod tytułem „moment 2″, bo wiemy nie od dziś, że ilość nie ma znaczenia sama w sobie. Spotkanie osoby, z którą możesz się śmiać sama z siebie, pozwalasz na wyśmianie siebie samej przez tą drugą osobę, poczucie komfortu, czy jestem w makijażu czy też nie, czy mam gorączkę 39 stopni, czy płaczę a makijaż mi się rozmywa pod oczami. Możliwość podzielenia się z tą osobą wieloma rzeczami, wiara, że Ci doradzi, bo wiesz, że jest nie tylko inteligentny, ale i mądry. Poczucie bezpieczeństwa, kiedy bierze Cię w ramiona, wtedy nawet ból głowy mija szybciej niż po APAPie :) Oglądanie filmów, chodzenie w miejsca, gdzie nigdy wcześniej nie byłaś, przeżywanie wielu rzeczy po raz pierwszy. Poczucie bliskości podczas gdy budzisz się w nocy, a on dalej Cie tuli. Poranne, wspólne wstawanie, śniadania. Wiele innych rzeczy.

Wiesz, że takich momentów nie doświadcza się z byle kim, że nie każdego wpuszczasz do swojego świata, nie każdemu pozwalasz na takie rzeczy.

Na tym to właśnie polega. Wiem, że to wiesz.

Nie każdy dla Ciebie rzuci plany z całego dnia i przyleci co tylko sił w nogach, żeby spędzić z Tobą chociaż chwilę. Nie każdy, a jak już trafisz na taką osobę, z którą Tobie również spędza się dobrze czas, to nie trać tego czasu na spędzanie go samej, lub na szukanie Bóg wie kogo, bo za rogiem masz już taka osobę.

Nie z każdym chce mieć się koty :) – inspiracja z dzisiaj :)

Dobrej nocy :)

Bez tytułu

Dawno mnie tu nie było, ale po wczorajszym wykładzie na jakim miałam przyjemność być, nie mogę sobie pozwolić na brak jakiegokolwiek komentarza. Otóż wczoraj odbył się niesamowity wykład, prowadzony przez jeszcze bardziej niesamowitego Jana Grzesiaka. Spotkanie miało temat „Iluzji miłości”. Zacznę jednak od samego końca.

Dziś kiedy przyszłam do pracy, koleżanka, która jak się okazało również była na wykładzie, zadała mi jedno ważne pytanie: Czy Ci się podobało? Ba! Niczym nie myśląc odpowiadam: TAK. Nie uwierzycie jakie było jej zdziwienie kiedy usłyszała moją odpowiedź. Powiedziała, że przecież on na tym wykładzie nie przekazał totalnie nic. Nic czego żaden z nas, tam zgromadzony by nie wiedział. Ok, po głębszej analizie mogłabym się zgodzić, ale co to ma do rzeczy? Nie zawsze chodzę na wykłady tylko po to, aby coś z nich wynieść, ale czasami, aby utwierdzić się w przekonaniu, że coś robię dobrze, bądź nie jestem odosobniona z moimi myślami na pewne aspekty życiowe.

Wczoraj padło wiele mądrych słów, wiele fajnych żartów, które czasami mogły urazić człowieka, ale tylko tego, który nie ma do siebie dystansu. Uważam, że trzeba umieć się z siebie śmiać i odróżniać żarty od specjalnej obrazy. Padło wiele rzeczy, które znałam i działam według nich, ale padło też wiele informacji, które gdzieś tam krążyły wokół mnie, ale nikt tak dosadnie nie przedstawił mi ich prawdziwości i tego, że są trafne i tak trzeba robić.

Otóż poza tym, że to kobiety podrywają, że to my kokietujemy, że nie wolno mówić „to moja kobieta”, bo materializujemy drugą osobę, ktoś, a dokładnie Pan Jan, przypomniał mi o jednej bardzo ważnej rzeczy : musisz pokochać samego siebie, takim jaki jesteś. Akceptacja własnej osoby jest najważniejsza. Zawsze uważałam, że to bardzo ważne, ale to mówi coś więcej, to mówi, że trzeba nauczyć się bycia samym ze sobą, aby być gotowym na bycie z kimś w związku.

Po drugie, co wynika z pierwszego. Jeżeli z kimś jesteś, nie powinieneś chcieć zmieniać tej osoby, bo albo akceptujesz ją taką jaka jest, albo znajdź taką, która będzie Ci odpowiadała. Szczerze? Nie rozumiałam tego, aż do wczoraj. Tzn nie mówię, że zmieniałam kogoś na siłę, raczej robiłam to w drugą stronę. Chciałam być tak bardzo przez kogoś akceptowana, że zapomniałam o własnej wartości, że jeżeli ta osoba nie akceptuje mnie taką jaka jestem, tu i teraz, to nie ma sensu się starać, bo tracę swój tak cenny czas, o którym zawsze piszę, że jest to coś, co tracimy na zawsze. Nie warto się starać zaspokajać czyjeś wymagania, kiedy i tak nie zmierza to do niczego dobrego.

Akceptacja to podstawa. Akceptuj siebie i znajdź osobę, która zaakceptuje Ciebie. Takim jaki jesteś, teraz.

Bardzo ważną rzeczą jaka się wczoraj pojawiła to pokazanie jak ciężko przychodzi nam mówienie o sobie, w samych superlatywach. Jak ciężko przychodzi nam chwalenie się. Stoi na scenie śliczna dziewczyna i ma problem z powiedzeniem jaka jest piękna i dlaczego. Do dziś ją pamiętam: piękne, długie, kręcone włosy; śliczny uśmiech; ładnie ubrana w jasną, kremową sukienkę, do tego odpowiedni kolor szpilek; piękny, szeroki uśmiech. Ona nie potrafiła powiedzieć nic. Szybciej opisała swój samochód, niż samą siebie.

Uzewnętrznianie się, chwalenie się sobą. Kto będzie nas chwalił jak nie my sami? Czego się tu wstydzić? Skoro czujesz, że jesteś wartościowym człowiekiem, robisz coś fajnego w życiu, pomagasz innym, a przy tym nikogo nie krzywdzisz to dlaczego masz się tym nie chwalić? Dlaczego masz nie głosić jakim jesteś wspaniałym człowiekiem?

Robisz tak wiele, codziennie! Pamiętaj w tym wszystkim o sobie, bo kto jest ważny? JA! TY!

Rozmawianie. Ważna sprawa. Rozmawiamy codziennie, ale tak naprawdę niewielu z nas potrafi rozmawiać. Jak wielu z Was potrafi mówić o tym czego chce, czego wymaga od partnera, z którym jest? Jak wielu z Was mówi głośno o pragnieniach, marzeniach, obawach, strachu? Większość z nas wszystko dusi. Kumulujemy to wszystko w środku, nie dając nikomu do tego klucza. To się wszystko gromadzi i potem boli, cholernie boli. Czujesz ten ból? Chwała Ci jak masz kogoś obok siebie, komu możesz powiedzieć wszystko, komu nie musisz kłamać. Kogoś kto Cię nie oceni, ale doradzi, pomoże. To skarb, taka osoba.

Dużo refleksji po wczorajszym wykładzie. Bardzo dużo. Myślę, że jeszcze niejednokrotnie wrócę do niego myślami, aby nabierać motywacji do dalszego działania i wiary w siebie i w ludzi, którzy mnie otaczają, których mam okazję poznawać i spotykać.

Dobrej nocy !

Tylko tyle.

Tu nie chodzi o to, żebym ja na Ciebie liczyła. Chodzi o to, żebyś Ty na mnie liczył. Żebyś wiedział, żebyś zawsze wiedział, że masz na świecie człowieka, do którego w każdy dzień, w każdym stanie i o każdej godzinie możesz przyjść.

- Agnieszka Osiecka